Najpierw komentarz teologiczny do dzisiejszej Ewangelii, a później takie bardzo ciekawe też spostrzeżenie na płaszczyźnie życia duchowego.
Czytamy: „Jeden z ich grona, Kajfasz, który w tym roku pełnił funkcję najwyższego kapłana, rzekł do nich: wy nic nie rozumiecie. Nie bierzecie także pod uwagę tego, że będzie korzystnie, jeśli jeden człowiek umrze za naród, niż gdyby miał zginąć cały naród”.
Taką decyzję polityczną prawie że podjął Kajfasz, czyli zło. Podjęli decyzję, żeby zabić Jezusa. Ale jak to komentuje ewangelista, bardzo pięknie, w języku już kościelnym: „Nie powiedział zaś tego od siebie, lecz jako najwyższy kapłan sprawujący wówczas urząd, wygłosił proroctwo, że Jezus umrze za naród”.
Dalej czytamy, że tego dnia podjęto decyzję, aby Jezusa zabić. Rzeczywiście decyzja była brutalna. Chciano się pozbyć Jezusa. Zaraz rozwinę ten temat, dlaczego. Ale okazało się, że przez te słowa Kajfasz, będący najwyższym kapłanem, wypowiedział najgłębszą teologiczną zasadę dla nas, chrześcijan, czyli ofiarowanie życia Jezusa za ludzi, za naród.
Ale tu jest też istotne, dopisał ewangelista Jan. Wówczas urząd wygłosił proroctwo, że Jezus umrze za naród, i tu jest ta dopiska: ale nie tylko za naród, ale również, aby zgromadzić w jedno rozproszone dzieci Boże. Oczywiście tutaj bibliści i Ojcowie Kościoła interpretują, że chodzi tu o Kościół.
Czyli chcieli zabić Jezusa, żeby ratować naród, ratować swoje układy polityczne, naród żydowski, a dzięki temu tutaj ewangelista podkreśla, że ta śmierć miała zgromadzić w jedno wszystkie dzieci Boże, czyli miała być fundamentem też i powstania Kościoła.
Teraz przejdźmy już na płaszczyznę życia duchowego. Najpierw w ogóle: dlaczego chciano zabić Jezusa? Nie dlatego, że był rzeczywiście jakimś wielkim buntownikiem, bo przecież nie zbierał armii, nie zbierał wokół siebie ludzi. Głosił rzeczy w ich rozumieniu wywrotowe, nazywał siebie Bogiem, bluźnierstwa, ale nie był potencjalnym, realnym, takim wielkim zagrożeniem dla narodu żydowskiego, tak jak to przedstawił Kajfasz.
Bardziej chodziło o coś innego. Rzeczywiście był konflikt. Przecież Żydzi byli okupowani przez władze rzymskie. Te władze żydowskie, zwłaszcza władze świątyni, musiały jakoś tam współpracować z okupantem, z Rzymem, pewnie i częściowo kolaborować, i starać się jakoś też mieć usta zamknięte. Nie mogli mówić prawdy, bo inaczej by nie dostawali dofinansowań, a przecież duże pieniądze szły na dofinansowania budowy świątyni.
Świątynia Heroda — to już w jednym z wcześniejszych rozważań podawałem — jakie to były kolosalne kwoty. To było dzieło monumentalne, odbudowa świątyni, gdzie Rzymianie włożyli naprawdę duże pieniądze.
W tym wszystkim, gdzie dodatkowo ludzie to widzieli, gdzieś się buntowali, gdzie były wszystkie te napięcia polityczne, Jezus stał się idealnym kozłem ofiarnym. To jest ten mechanizm, który działa. Dzieje się coś we wspólnocie, coś nieuporządkowanego, jakiś chaos — znaleźć jednego, którego można poświęcić i dzięki temu uspokoić wszystkie inne rzeczy wokół.
To działa na płaszczyźnie społeczności. My się do tego już przyzwyczailiśmy, bym powiedział, bo mamy mnóstwo programów telewizyjnych, gdzie trzeba eliminować jakąś konkretną osobę. Wielu ludzi pewnie grało w mafię — taka dosyć fajna gra, gdzie mówi się: „miasto śpi”, typuje się, kogo zabić, „miasto się budzi” i, załóżmy, Maciej umiera. Nie wiadomo, czy wtedy się okazuje, czy on był z mafii, czy był dobrym, czy był policjantem, czy był lekarzem, czy był mieszkańcem miasta. To nieważne, kim on był. Ludzie głosują, że trzeba kogoś wyeliminować, żeby zachować spokój w tym mieście.
Na płaszczyźnie politycznej to idealnie działa. Czy jakichś społecznych, nawet w szkole, czy nie wiem: pozbądźmy się jednego ucznia, pozbądźmy się kogoś z pracy i nagle wszystko będzie dobrze. Na jakiś czas będzie dobrze, ale później, jeśli mechanizmy funkcjonujące w danej grupie czy w danym zakładzie są złe, cała atmosfera, to pozbycie się jednej osoby niewiele zmieni, jeśli nie zmienia się kultura pracy, podejście do pracowników.
Tu mamy tę płaszczyznę społeczną. Ale teraz to, co nas interesuje, czyli życie duchowe. Jakże często w naszym życiu duchowym pojawiają się różne problemy, chaos, a człowiek nieuporządkowany, niedojrzały, zamiast tym wszystkim się zająć, będzie dostrzegał właśnie problem w tym, że ktoś to ujawnia. Bo ta osoba jakoś po prostu — jak z nią rozmawiam — to wszystko się okazuje publiczne, to wszystko gdzieś do mnie wraca i wtedy jest właśnie bardzo ogromna pokusa, żeby pozbyć się tej osoby.
Ale zobaczmy: czy to tak działa? Ilu gdzieś porzuca żonę, porzuca męża, wchodzi w nowy związek, ale po jakimś czasie te problemy wracają. Ktoś miał, nie wiem, problem z alkoholem, wchodzi w jakieś nowe środowisko, ale jeśli nie uporządkuje tych wcześniejszych rzeczy, to to i tak wszystko wróci i będzie z powrotem funkcjonowało tak jak dawniej.
Zatem to, co nas najbardziej interesuje, to płaszczyzna duchowa. Jeśli widzisz, że coś się dzieje w twoim wnętrzu, gdzieś niedomagasz, z czymś walczysz i przychodzi taka łatwa pokusa ze strony złego ducha, że to przez niego, to on, jak ja go widzę, to wszystko się sypie — zastanów się, na ile może ten człowiek jest po prostu pewnym lustrem czy pewnym, nie wiem, wyzwolicielem reakcji w tobie, która to wszystko odkrywa.
Ale to wszystko jest. Niezależnie, czy ta osoba będzie, czy nie będzie, będziesz w innym środowisku, będą nowi ludzie, ale te rzeczy cały czas będą gdzieś w tobie funkcjonować.
Może to jest okazja teraz, w Wielkim Poście, żeby zajrzeć głębiej, nie od razu szukać tego kozła ofiarnego, którego trzeba się pozbyć, ale zobaczyć, co ja tam mogę jeszcze zrobić, nad czym popracować, gdzie może wejść w te rzeczywistości, które mnie bolą, które gdzieś ciężko jest nawet ruszyć, bo już tak to się zastało w moim życiu.
Niech ta Ewangelia przypomina nam, na przykładzie tutaj Jezusa, gdzie było mnóstwo nieuporządkowanych rzeczy w świątyni jerozolimskiej, w tym świecie żydowskim, zwłaszcza w tym świecie władzy, i stwierdzono: pozbywamy się Jego, pozbywamy się problemu.
Ale to było tylko fasadowe działanie, bo problemów tak naprawdę nie dotknięto i później, za kilka lat, świątynia została zburzona.
Czy w swoim życiu nie idziesz właśnie w to myślenie skrótowe: a pozbędę się tego czy tego z życia i będę miał spokój?
Nie. Pracuj nad sobą, nad tym, co właśnie ujawnia dana osoba z twojego życia, będąc w nim obecna.