Kto przestrzega mojej nauki, nie zazna śmierci na wieki. Tak dzisiaj Jezus zwraca się do swoich słuchaczy. Oczywiście mówi o perspektywie swojego zmartwychwstania, że życie człowieka, to ziemskie, przeminie, ale nasze życie będzie trwało wiecznie w rzeczywistości, do której zmierzamy, czyli w rzeczywistości nieba.
Tutaj pojawia się całe nieporozumienie z Żydami, ponieważ oni patrzyli na Niego tylko jak na człowieka. Dalej Jezus odnosi się do Abrahama. Sami zresztą wywołują ten temat, mówiąc: nawet Abraham umarł, także i prorocy. Popatrzyli na Jezusa tylko jako na człowieka. Jeszcze nie było zmartwychwstania, dopiero Jezus miał się objawić w pełni. Tu już im mówi, kim jest, chociażby w tej końcówce: „Ja jestem”, gdzie już wzięli kamienie, bo to było dla nich bluźnierstwo, ponieważ użył imienia Pana Boga, przypisując je sobie. „Ja jestem” — tak jak przedstawił się Pan Bóg w Starym Testamencie, w Księdze Wyjścia.
Święty Beda Czcigodny, jeden z Ojców Kościoła, mówił właśnie o tej śmierci, której nie zaznamy na wieki. Nie chodzi o to, że nie umrzemy fizycznie, bo umrzemy — to jest oczywistość. Chodzi o to, że życie człowieka, człowiek powołany do życia, nieustannie zmierza ku wieczności. To jest ta pierwsza rzecz.
Druga sprawa: Beda Czcigodny, odnosząc się do Abrahama, mówił o tym, że Abraham należał do porządku ziemskiego. Stąd umarł i słusznie mówią: nawet Abraham umarł, także i prorocy. Jezus natomiast należy do rzeczywistości niebiańskiej, jest Synem Bożym, odwiecznym Synem, który poprzez wcielenie przyjął postać ludzką.
To jest istotne. Szczerze mówiąc, jeszcze od wczoraj cały czas mnie trzyma to święto — wczoraj była uroczystość Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie — gdzie wielu ludzi dzisiaj gdzieś nie dowierza w Boskość Jezusa, jest w stanie przyjąć Go po ludzku, że był taki człowiek, ale na płaszczyźnie wiary przechodzimy głębiej: że to jest Bóg. Czyli Beda Czcigodny podkreśla: Abraham w tym rozumieniu ziemskim, w rzeczywistości ziemskiej; Jezus Chrystus w rzeczywistości niebiańskiej, Boskiej, jako Syn Boży.
Jeszcze jeden Ojciec Kościoła, Augustyn, odnosi się do tych słów Jezusa: „Wasz praojciec Abraham uradował się, że będzie mógł zobaczyć mój dzień. Ujrzał go i ucieszył się”. Tu już naprawdę Żydzi się odpalili: „Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a widziałeś Abrahama?”. Jezus nie tyle mówi, że widział Abrahama, chociaż jako Bóg miał taką możliwość, ale mówi, że Abraham ujrzał Jego.
Augustyn odnosi to do starotestamentalnych wydarzeń, chociażby do zapowiedzi mnogości potomstwa, i uważa, że Abraham właśnie w tym potomstwie widział, że pojawi się Mesjasz. Albo chociażby ta sytuacja z królem Szalemu, Melchizedekiem. Cały czas bibliści zastanawiają się, kim on mógł być, jako wizja właśnie Chrystusa, który mu się objawił. Zresztą mówimy o Chrystusie, że jest kapłanem na wzór Melchizedeka.
Przejdźmy do podsumowania: „Ja jestem”, o którym już mówiłem, które całkowicie po prostu wzburzyło Żydów. Wzięli kamienie, chcieli Jezusa ukamienować.
Niech ta dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas przypomnieniem o rzeczywistości ziemskiej i o rzeczywistości niebiańskiej. Abraham, prorocy — którzy do tej rzeczywistości należą — oraz Jezus Chrystus, który jest Bogiem. Bez tej różnicy ontologicznej ciężko mówić o wierze, o jakiejś perspektywie nieba, o tej rzeczywistości, do której zmierzamy. Nasza wiara, uczynki pobożne, to nie jest tylko dobre życie na ziemi, ale nasza droga ku rzeczywistości nieba, gdzie wypełni się to nasze życie, które, jak mówi liturgia pogrzebowa, zmienia się, ale się nie kończy. W tej rzeczywistości niebiańskiej istnieć będziemy już na wieki.