Będziecie Mnie szukać, ale pomrzecie w swoich grzechach. Tak dzisiaj Jezus zwraca się do Żydów bardzo mocno i stanowczo. Poszukiwali Jezusa, szli za Nim, słuchali Go. Święty Augustyn mówi, że było to jednak tylko poszukiwanie zewnętrzne. Chcieli doświadczyć Jego cudów, chcieli Go poznać, słuchać Jego nauki, ale zabrakło im wewnętrznej chęci poznania Jezusa: co On tak naprawdę mówi, czego naucza.
Dzisiejszy fragment kończy się stwierdzeniem: gdy to powiedział, wielu uwierzyło w Niego. A więc byli tacy ludzie, którzy wewnętrznie chcieli poznać nauczanie Jezusa, ale nie wszyscy – wielu, lecz nie wszyscy.
Przekładając to na nasze życie: my też możemy szukać Jezusa zewnętrznie – chodzić za Nim, szukać różnych tłumaczeń Pisma Świętego, odwiedzać różne kościoły, fascynować się liturgią, jeździć po sanktuariach. To jest takie zewnętrzne szukanie i ono nie jest złe. Jest bardzo dobre, ale ma nas wprowadzić głębiej – w wewnętrzne szukanie, czyli modlitwę osobistą, własną refleksję nad słowem Bożym, osobiste czytanie i medytację Pisma Świętego.
Pomyślałem o chorych, którzy leżą. Odwiedzam z Komunią Świętą co miesiąc osoby chore. Niektórzy leżą kilka lat, niektórzy kilkanaście. W tym swoim łóżku, jeśli widzą świat, to tylko wtedy, gdy są zanoszeni do karetki, przewożeni do szpitala. Nie mają możliwości zwiedzania sanktuariów, odwiedzania kościołów, ale mają okazję do tego wewnętrznego poznawania Jezusa. W swoim cierpieniu, w swojej modlitwie – bardzo często są to głębokie rozmowy z tymi ludźmi, przeżycia, sposób, w jaki powierzają wiele spraw Panu Bogu. Na co dzień człowiek gdzieś biega i zazwyczaj nie ma czasu, żeby się nad tym zatrzymać.
Jezus mówi do tych ludzi w Ewangelii: właściwie po co jeszcze z wami rozmawiam? W pewnym momencie doświadczał już bezsilności wobec oporu ich serca. Ten opór był podwójny. Po pierwsze – jak już było powiedziane – często szukali Jezusa tylko zewnętrznie, nie chcieli wewnętrznie Go przyjąć, bo to oznaczałoby nawrócenie i rozpoczęcie walki ze swoim grzechem.
Po drugie – jak mówił Jan Chryzostom – w tym poszukiwaniu szukali własnego wyobrażenia o Jezusie. Dla nich miał być zapowiadanym Mesjaszem, owszem, ale Mesjaszem politycznym, wybawicielem Izraela z niewoli, tym razem rzymskiej. Słuchając Jezusa, mieli wobec Niego konkretne oczekiwania i On miał je po prostu spełnić.
Czasami podobnie jest w naszej modlitwie. Idziemy za Jezusem, modlimy się, ale mamy swoje oczekiwania: Panie Boże, pomóż mi, pobłogosław w pracy, spraw, żeby dzieci mnie bardziej słuchały, żeby żona bardziej mnie kochała, żeby w domu było lepiej. W tym wszystkim często pojawia się jakiś prywatny interes, oczekiwania, które Bóg ma spełnić.
A gdy życie się posypie, coś się nie ułoży – wtedy przychodzi moment, o którym Jezus mówił: „zostanę wywyższony”. To odniesienie do krzyża. Kiedy pojawi się krzyż w twoim życiu, wtedy zobaczysz, czy poznawałeś Jezusa tylko zewnętrznie, czy masz z Nim wewnętrzną więź – z Jezusem cierpiącym, oddającym życie za każdego z nas.
Niech więc ta dzisiejsza Ewangelia, to ostrzeżenie Jezusa – „w grzechach swoich pomrzecie” – stanie się dla nas pytaniem: na ile szukam Jezusa tylko zewnętrznie, a na ile szukam wewnętrznej jedności z Nim.
Ta wewnętrzna jedność jest o wiele trudniejsza. Zewnętrznie można coś pokazać: założyć sutannę, być księdzem, coś reprezentować, nauczać w imieniu Kościoła – i oczywiście powinno to być zgodne z nauczaniem Kościoła. Ale czym innym jest żyć wewnętrznie z Jezusem: gdy przychodzą pokusy, rozczarowania, grzech, jakieś zakłamanie, oskarżenia – i w tym wszystkim wytrwać, być z Jezusem. To jest już poziom wyżej.
Niech więc Ewangelia pokazuje nam, abyśmy szukali Jezusa także zewnętrznie – bo są piękne sanktuaria, kościoły, wiele można przeżyć na pielgrzymkach – ale jeszcze bardziej dbali o tę wewnętrzną więź i relację z Chrystusem.