Jezus otrzymuje informację, że Łazarz jest ciężko chory. Mówi wprost, że Łazarz umarł, ale jednak jeszcze zwlekał, udał się do Betanii o dwa dni później. Apostołowie, gdy posłyszeli, że jednak idą do Betanii, czyli na teren Judei, zadowoleni nie byli, bo mówią: przecież niedawno chciano Cię tam ukamienować, a Ty znowu chcesz iść w to miejsce?
Tutaj zobaczmy, jak ważne są czytania Pisma Świętego w kontekście, czy też komentarze, bo Tomasz, zwany Didymos, czytamy, zawołał wtedy do współuczniów: chodźmy i my razem z Nim umrzeć. Moglibyśmy powiedzieć: bohater, chce postawić życie za Jezusa, ale nie tak było z uczniami, z apostołami. Zresztą widzimy przy wersecie, co się działo, gdy wszyscy opuścili Jezusa. Nie za bardzo było im tutaj na rękę, żeby iść teraz z powrotem do Judei przez Jerozolimę, bo żeby przejść do Betanii, musieli przejść przez Jerozolimę i później przez Górę Oliwną.
To zdanie komentatorzy podają, że raczej było ironiczne: chodźmy i my razem z Nim umrzeć — takie po prostu z pewną ironią, że idą na pewną śmierć, że Jezus ich tak poprowadzi. Wiemy jednak, że jeszcze godzina Jego nie nadeszła i nie zginął tam, chociaż próbowano Go pojmać.
Teraz już sama sytuacja. Jezus przychodzi do Betanii, rozmawia najpierw z Martą — taka głęboka, teologiczna rozmowa o zmartwychwstaniu — później z Marią i mówi: otwórzcie grób. Maria tu podkreśla: Panie, już cuchnie, od czterech dni leży w grobie, żeby podkreślić to, że to było rzeczywiście wskrzeszenie, że to nie był jakiś sen, czy właśnie tak, jak Żydzi byli przekonani, że po trzech dniach dusza nie odchodzi z człowieka i po trzech dniach jeszcze ewentualnie mógłby wrócić do życia. Dlatego są podkreślone te cztery dni i jest zaznaczone, że już zachodzą procesy ukazujące, że ten człowiek rzeczywiście nie żyje.
Jezus dokonuje wskrzeszenia. Wcześniej się modli do Ojca, mówi: Ojcze, powiedziałem te słowa na świadectwo dla ludzi — tu parafrazuję, bo teraz nie cytuję dokładnie — i mówi: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz.
Jaki był efekt? W kościele usłyszymy, że wielu uwierzyło w Niego. Tak się jednak nie kończy. To wiadomo, w liturgii ten fragment jest skrócony, kończy się na podniesieniu wiary ludzi. Ale oprócz tych, którzy uwierzyli w Jezusa, są też ci, którym to wskrzeszenie się nie spodobało, czyli przełożeni świątyni, uczeni w Piśmie. Oni dodatkowo, gdy dowiedzieli się o tym wskrzeszeniu, już nie tylko chcieli zabić Jezusa — czego obawiali się apostołowie, którym nie do końca podobał się pomysł powrotu do Judei — ale jeszcze podjęli decyzję, jeśli przeczytamy dalej, żeby zabić także Łazarza, bo przez niego wielu się nawróciło i uwierzyło w Jezusa.
Szczęścia Łazarz nie miał. Umiera, zostaje wskrzeszony — to niewątpliwe wskrzeszenie człowieka. Jednych to podbudowało w wierze, a w przypadku drugich jeszcze bardziej się zasklepiło — nie tylko chcieli zabić Jezusa, ale także zabić Łazarza.
Zatem sytuacja zewnętrzna tylko pokazała to, co jest w sercu.
Teraz mamy Wielki Post, który daje nam wiele okazji do nawrócenia, do przemyślenia swojego życia, chociażby w modlitwie wielkopostnej, w której też zachęcam: nabożeństwa wielkopostne, Gorzkie Żale, Droga Krzyżowa. Niech wielu rzeczywiście z tego korzysta, z tych łask, czy uczynki wielkopostne: post, modlitwa, jałmużna.
Kto z tego korzysta i pogłębia swoją wiarę, ten w pewnym czasie będzie obojętny, albo nawet będą tacy, którzy powiedzą: co oni tam na tych Gorzkich Żalach pieją, ci tam na te Drogi Krzyżowe chodzą, łażą po tej kalwarii, zamiast w domu siedzieć. A ci, co na nocne Drogi Krzyżowe poszli, to już w ogóle — zamiast w nocy się wyspać, to chodzą, nad ranem wracają, kilometry robią, nogi ich bolą.
Dla niektórych to będzie okazja, żeby jeszcze bardziej odejść, żeby jeszcze bardziej utwierdzić się w swojej zapalczywości, w takiej niewierze.
Zatem to nie zależy tylko od tego, co się wydarzyło, ale dużo zależy od naszego serca. Pracujmy nad swoimi sercami, abyśmy potrafili dostrzec Boga, a nie tylko gdzieś jeszcze niestety od Niego odchodzić. To znaczy — widzieli bardzo dobre wskrzeszenie człowieka, a pomimo tego nie uwierzyli.