Lepszy fragment Ewangelii według świętego Jana. Niektórzy z tłumu po usłyszeniu tych słów mówili: On rzeczywiście jest prorokiem. Inni stwierdzili: On jest Chrystusem. Generalnie dalej są różne, rozbieżne zdania na temat tego, kim jest Jezus.
Dzisiaj dwa wątki. Pierwszy to właśnie różne oceny Jego postaci. Czy Jezus był różny? Nie, Jezus był jeden. Zobaczmy, to pokazuje, że każdy człowiek patrzy na rzeczywistość wokół siebie przez inne filtry, przez pryzmat swoich doświadczeń, przez własne okulary. Ta sama rzeczywistość, a dwie osoby mogą ją widzieć inaczej.
Czasami tak miałem, że z kimś szedłem i mówię: o, zobacz — coś chciałem pokazać, coś, co mnie zafascynowało czy zainteresowało, zaintrygowało. Ta druga osoba skomentowała to całkiem inaczej, bo patrząc na to samo, zwróciła uwagę na coś innego.
Weźmy taki przykład. Niejednokrotnie widzieliśmy, jak ktoś biegnie do autobusu, kierowca zamyka drzwi i odjeżdża, a ta osoba nie zdąży. Jeden powie: no co za cham, mógł za nią poczekać, mógł ją wpuścić. Drugi powie: to jest wzorowy kierowca, nie będzie marnował czasu pozostałych pasażerów, tylko punktualnie odjeżdża. Trzeci powie: mogła wcześniej wyjść z domu, nie biegnie się na ostatnią chwilę. Czwarty powie: przecież ma za pięć minut kolejny autobus, po co tutaj zawracać ludziom głowę.
Ta sama rzeczywistość, a każdy człowiek spojrzy na nią inaczej. Tak samo było z Chrystusem. Jedni widzieli w Nim jakiegoś oszusta, jakiegoś domokrążcę. Inni widzieli Chrystusa, Mesjasza, Zbawiciela, inni cudotwórcę. Dużo z tego patrzenia zależy od tego, co jest w naszym sercu. Jezus uruchamia to, co jest w sercu człowieka. Jedni, gdy Go słyszą, są szczęśliwi, to pogłębia ich wiarę, inni reagują gdzieś agresją. To jest ten pierwszy wątek.
Drugi: jak zareagowali przełożeni świątyni, uczeni w Piśmie? Pytają strażników najpierw, dlaczego Go nie aresztowali. A ci mówią, zafascynowani: nigdy żaden człowiek nie przemawiał tak jak On. Pytają dalej: czy uwierzył w Niego któryś z przywódców albo faryzeuszów? A ten tłum, nieznający Prawa, niech będzie przeklęty. Bardzo ostre słowa. Ci, którzy mieli prowadzić ten lud do Boga, mówią: niech ten tłum będzie przeklęty.
Do tego prowadzi czasami pobożność czy poznawanie Pana Boga. Jakże często właśnie poznanie teologii, pogłębienie wiary, gdzieś człowieka sprowadza na manowce. Są przecież i doktorzy, ludzie z doktoratami w Kościele, i są magistrzy, którzy pokończyli studia magisterskie, i są katecheci, i są księża, którzy odchodzą — i koniec. Ktoś się dziwi: przecież poznali bliżej Pana Boga, więcej o Nim wiedzieli. To głębsze poznanie może prowadzić do lepszego rozeznania, pogłębienia relacji z Panem Bogiem, ale może też prowadzić do rozbudowania własnego ego.
Ja wiem lepiej. Ten prosty lud — co oni tam, te pacierze klepią, tylko radia słuchają, tylko się modlą. Ja to wiem lepiej, jestem bliżej Pana Boga. To może rozbudzić ego człowieka w ten sposób, że ostatecznie zamknie go przed Panem Bogiem.
Już ostatni temat: sensus fidei — takie określenie czysto teologiczne, nie po to, żeby się wywyższać, ale żeby uzmysłowić, jak to działa, czyli zmysł wiary. Kościół mówi, że lud Boży ma pewien zmysł wiary. Tak jak tutaj ci przełożeni świątyni z pogardą spojrzeli na ten lud, tak może być, że przełożeni kościelni czasami patrzą z góry na ten lud pobożny: oni nie wiedzą, my mamy prawdę objawioną.
Może być jednak tak, jak naucza Kościół, że przełożeni będą wsłuchiwać się w ten lud, bo ten lud ma rozeznanie. Bardzo często jakieś miejsca pielgrzymkowe, które się pojawiają, nowe formy pobożności — ja już teraz właśnie się szykuję, za moment Msza Święta, idziemy na nocną drogę krzyżową — to są rzeczy, które tworzą się spontanicznie. Jeśli jest zainteresowanie ludu Bożego, wejście w te praktyki pobożnościowe, to widać, że to jest gdzieś z Bożego Ducha. Bardzo często są to praktyki oddolne. Coś chciałby Kościół z góry narzucić, ale po jakimś czasie to się rozmywa, tego nie ma, a wiele rzeczy oddolnych zaczyna kwitnąć i przynosić dobre owoce.
Niech więc ta dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas, po pierwsze, przypomnieniem, że każdy człowiek widzi inaczej — w odniesieniu do Pana Boga, ale też do nas. Jedni nas będą kochać, inni nienawidzić. Każdy patrzy według własnego serca, przez pryzmat swoich doświadczeń. Tak samo my patrzymy na Boga przez nasze wcześniejsze doświadczenia. Czasami widzimy miłującego, kochającego Ojca, czasami niekoniecznie. Nie znaczy to, że Bóg jest inny, że Chrystus jest inny, ale nasze wcześniejsze doświadczenia mogły gdzieś zamazać ten prawidłowy obraz Pana Boga.
Druga rzecz, bardziej pocieszająca: jest ten sensus fidei, czyli zmysł wiary ludu Bożego. Nawet jeśli myślisz, że może nie do końca znasz Pismo Święte, może nie do końca znasz teologię, czasami niektórych rzeczy nie wiesz — ja też wielu rzeczy nie wiem, też muszę doczytać, gdy przygotowuję się do tych rozważań, zerknąć do komentarzy — ale jeśli jesteś człowiekiem wierzącym, otwartym na Pana Boga, modlącym się, to Pan Bóg przez ten zmysł wiary poprowadzi cię w tej relacji z Nim.