Jezus przybył do Jerozolimy na święto Namiotów. Ale jak to zrobił? Czytamy dzisiaj w Ewangelii: „poszedł także i On, jednak nie jawnie, lecz potajemnie”. Tak podaje to tłumaczenie, a w Biblii Tysiąclecia jest: „lecz skrycie”.
To ciekawe, bo niektórzy żądają radykalizmu: „niech mowa będzie tak – tak, nie – nie”. Trzeba być zawsze twardym, jednoznacznym, wejść z impetem, żeby pokazać, jaka jest prawda. A Pan Jezus co robi? Przychodzi skrycie. To zaskakujące.
Później czytamy, że naucza jawnie, nikt Mu się nie sprzeciwia, ludzie się dziwią. Jezus naucza w świątyni. Nie było to jednak nauczanie ostentacyjne: nie zbiera wokół siebie tłumu, nie organizuje demonstracji przez Jerozolimę, żeby pokazać: „my mamy rację”. Idzie w sposób spokojny, nie do końca jawny, czyli oficjalny — żeby dotrzeć do jak największej liczby ludzi.
Nie był to strach. Nie był to lęk. Dalej czytamy: próbowano Go pojmać, ale nikt Go nie ujął, ponieważ nie nadeszła jeszcze Jego godzina. Jezus wiedział, że jeszcze nie zostanie pojmany. Mógł działać jawnie — i tak nic by Mu nie zrobili. A jednak wybiera inną drogę: drogę spokojnej konfrontacji.
Jedna z cnót kardynalnych to roztropność. Tym tropem warto dzisiaj pójść.
Ostatnio w rozważaniach często odwołuję się do Ojców Kościoła. Szczególnie przemawia do mnie święty Beda Czcigodny — człowiek roztropny. Żył na początku VIII wieku, został ogłoszony doktorem Kościoła. Interpretując ten fragment, pokazuje coś bardzo ważnego.
Jezus wchodzi do Jerozolimy, wchodzi nawet do świątyni — ale w duchu roztropności. „Nie jawnie, lecz jakby w ukryciu”. Naucza publicznie, wzywa do nawrócenia, ale bez gwałtownego, spektakularnego wejścia.
Nie jest to konformizm. Nie jest to brak odwagi. Jezus jest radykalny — w pełni oddany Ojcu, w pełni świadomy swojej misji. Nie zawsze jednak i nie do każdego przemawia w ten sam sposób.
Czasem wyrzucenie prawdy prosto w twarz powoduje tylko zamknięcie drugiego człowieka. Pojawia się obrona, eskalacja, podział. Widać to także dzisiaj — w świecie i w Kościele. Jedni mówią o drugich: „zamknięci, beton”. Drudzy odpowiadają: „oderwani od rzeczywistości”. Każda strona się zamyka i nie ma już dialogu.
A Jezus idzie inną drogą.
Beda pokazuje: prawda jest jedna, niezmienna. Wiara, dogmaty — to nie podlega negocjacji. Ale sposób przekazu ma znaczenie. Trzeba zobaczyć, do kogo mówimy. Na jakim etapie jest ten człowiek. Jak bardzo jest otwarty.
Dzisiejsza Ewangelia — na pierwszy rzut oka zaskakująca — nie mówi więc o słabości Jezusa. Nie mówi o strachu. Przypomina coś ważniejszego:
Jezus jest radykalny w prawdzie,
ale roztropny w jej przekazywaniu.
Głosząc Ewangelię, też mamy o tym pamiętać — żeby nie zamykać ludzi, ale ich otwierać.