Gdy Józef zbudził się, uczynił tak, jak mu nakazał anioł Pański. To jest końcówka dzisiejszego fragmentu. Mowa oczywiście o zwiastowaniu i o tym, co wydarzyło się później, czyli reakcji Józefa, gdy zobaczył, że jego małżonka spodziewa się dziecka.
Przekroczył sprawiedliwość, przekroczył miłosierdzie, a wsłuchał się w wolę Bożą, bo zgodnie ze sprawiedliwością mógł oskarżyć Maryję o cudzołóstwo. Nawet mogła zostać ukamienowana, straciłaby życie. Ale zgodnie z miłosierdziem, nie rozumiejąc tej sytuacji, powiedział, że on z nią nie spał, na pewno nie jest ojcem tego dziecka. Ufał Maryi na tyle, że wiedział, że na pewno z nikim innym nie sypiała. Nie rozumiał tej sytuacji, więc podjął decyzję, żeby ją oddalić, zgodnie z miłosierdziem, żeby też uratować jej życie.
Ojcowie Kościoła podają, że to nie był wyraz jakiegoś zrozpaczonego mężczyzny, który teraz nie wie, co się stało, mówiąc takim językiem kolokwialnym, że żona przyprawiła mu rogi. Nie. On w duchu bojaźni Bożej nie rozumiał tej tajemnicy, w której uczestniczy. Uważał się zbyt mały do tego wszystkiego i chciał się oddalić. Stąd podjął decyzję o oddaleniu Maryi.
Ale zapada w sen i w śnie — i tutaj Ojcowie Kościoła podkreślają ten sen, ten moment, kiedy człowiek oddaje gdzieś kontrolę nad swoim umysłem. Nie wiem jak państwo, ale mam różne sny. Czasami śnią mi się rzeczy prawie realistyczne, w półśnie zwłaszcza. Nawet takie nowe koncepcje, na które na żywo bym się nie odważył. Ale wróćmy do tematu. W tym śnie dał pewną kontrolę Panu Bogu i anioł Pański objawił mu wolę Bożą: przyjmij małżonkę, Maryję.
Dzisiaj chciałbym tematem rozważania uczynić pewien kontrast: człowieka powierzchownego i człowieka głębokiego, czyli Józefa. Bo on, widząc tę niezrozumiałą sytuację, nie podjął nagłej decyzji, ale postanowił ją przemyśleć, przemodlić, przespać po prostu. Szukał rozwiązania.
Często u nas jest tak: człowiek powierzchowny mówi — ja widziałem, tak było, tak na pewno jest, ja widziałem, nikt mi nie powie. Widzimy jakąś sytuację, od razu dochodzimy do wniosków, niekoniecznie prawdziwych, ale do swoich wniosków. Z naszej perspektywy tak ta sytuacja wygląda i koniec. Rzecz jest załatwiona na amen.
Taki przykład z seminarium. Jeden z kleryków był bardzo poirytowany, ponieważ drugi kleryk wystawił mu opinię: widział go gdzieś wysiadającego z autobusu, ten się zachwiał, prawie się przewrócił. Tamten, patrząc z boku, powiedział: „pijany wychodził, zataczał się z autobusu”. I tak niestety ta plotka poszła dalej. Bo on widział. Widział, jak się zachwiał, jak wypadał z tego autobusu. I co takiemu człowiekowi zrobić? On widział, on wie.
To jest ta sytuacja, gdy my oceniamy życie drugiego człowieka. Ilu ludzi jest przekonanych, że ma rację. Tak, ja to tak widzę, tak powiedziałem i tak ma być. Nikt go nie przekona.
Dojrzałość polega na rozmowie, na dialogu. Ja owszem, mogę tak tę rzeczywistość postrzegać, ale jeśli zaczynam rozmawiać, jeśli słucham innych ludzi, widzę ich inne spojrzenia na tę rzeczywistość, to jest szansa, że coś w tej głowie się zmieni. Uznaję wtedy, że niekoniecznie ja muszę być pępkiem świata i wszystko musi być według mojego widzimisię, według mojego rozumowania. Inni mogą tę rzeczywistość widzieć inaczej.
A co dopiero Bóg? Jakże wiele naszych sytuacji, na które patrzymy tylko po ludzku, Pan Bóg widzi całkowicie inaczej. Ta historia chociażby z początkami Dawida, króla, kiedy spośród synów Jessego został wybrany ten, który po ludzku wydawał się prawie odrzucony, w ogóle niebrany pod uwagę, że może być przyszłym królem. Bo nie tak widzi Bóg, jak widzi człowiek. Człowiek widzi powierzchownie.
I tu przychodzi nam z pomocą właśnie święty Józef. Tak często gdzieś pomijany, nawet wyśmiewany czy ignorowany. Co on tam — nic nie powiedział w Piśmie Świętym, co on tam zrobił. Dużo zrobił. Ojcowie Kościoła mówią, że ochronił tajemnicę Wcielenia. Inaczej na Jezusa mówiono by brzydko: bękart, dziecko z nieprawego łoża, a na Maryję używano by różnych określeń. A on to wszystko objął pewną tajemnicą, ochronił, przyjął Maryję, stał się ojcem dla Jezusa.
Tutaj ładnie podtytuł w Piśmie Świętym to ujmuje: Józef prawnym ojcem Jezusa, Zbawiciela. Taką rolę Józef przyjął, chroniąc początki Jezusa, tajemnicę Wcielenia.
Ale to wszystko nie przyszło przypadkowo. To nie był człowiek powierzchowny, który widzi, ocenia i mówi: tak jest i koniec, i się zaciśnie w swoim myśleniu. To był człowiek głęboki w swoim spojrzeniu. Tam, gdzie można szukać odpowiedzi A, B — Maryja winna, niewinna — jemu to nie dawało spokoju. Musi być trzecia odpowiedź, odpowiedź C: rzeczywiście wola Boża.
Niech ta dzisiejsza Ewangelia i postać świętego Józefa, którego wspominamy dziś w liturgii, będzie dla nas zachętą, żebyśmy nie wchodzili w te powierzchowne oceny, w taki powierzchowny sposób myślenia, ale zawsze szukali głębi. Wiele rzeczy wokół nas jest zakrytych, których nie rozumiemy po ludzku. Czasami dowiemy się po jakimś czasie głębszego sensu na tej płaszczyźnie ludzkiej. A co dopiero tej głębi Bożej. One objawiają się często dopiero po latach, a czasami w ogóle ich nie zrozumiemy. Ale wiemy, że taka była wola Boża.
Zobacz także: