Dzisiaj tekst biblijny ukazuje determinację ojca. Oto Pan Jezus przychodzi do Galilei i jest tam człowiek, urzędnik królewski, do którego dociera informacja, że Jezus wraca do Galilei. To właśnie ten Jezus, który wcześniej dokonał tam cudu przemiany wody w wino. Natychmiast udaje się z prośbą do Jezusa i błaga, żeby przyszedł i uleczył umierającego chłopca, jego syna.
W tym czasie, jak słyszymy, Jezus zaczyna zwracać się do ludu: doprawdy, nie uwierzycie, jeśli nie zobaczycie znaków i cudów. Co czytamy dalej? Urzędnik odparł: Panie, przyjdź, zanim moje dziecko umrze. W tym momencie nie interesowało go, że Pan Jezus chce tam opowiadać jakieś historie. Przyszedł ratować swojego syna, widział w Jezusie ratunek i to właśnie się liczyło. Był zdeterminowany, żeby ratować swojego syna, jego zdrowie.
Jezus mówi: idź, twój syn żyje. Zobaczmy, nie upierał się już, nie mówił: przyjdź tutaj, ratuj go, połóż na niego ręce. Skoro Jezus tak powiedział, uwierzył Mu, zaczął wracać do domu i w tym czasie przyszła do niego informacja, że rzeczywiście jego syn żyje. Ta wiara była więc stopniowa: najpierw uwierzył w słowa Jezusa, a później już w pełni się przekonał, gdy doświadczył uzdrowienia swojego syna.
Ale dzisiaj chciałbym zatrzymać się właśnie na tej determinacji. Zwłaszcza mówię to do was, panowie, chociaż także do kobiet. Dbajcie o swoje dzieci. Zobaczcie, ile potrafi zrobić rodzic, który naprawdę kocha swoje dziecko.
Nie chodzi tu o branie tysiąca nadgodzin, żeby dziecku dać lepsze życie, a w praktyce nie mieć dla niego czasu, lecz o zwyczajne zainteresowanie. Ilu ojców naprawdę nie ma pojęcia, kto jest wychowawcą w klasie, kto jest najlepszym kolegą czy przyjacielem dziecka, z kim się zadaje, jakie ma zajęcia dodatkowe.
Podam taką sytuację. Uczę w szkole podstawowej, w młodszych klasach, także w przedszkolu. Opowiadam o miłości Pana Jezusa do dzieci, które chętnie do Niego przychodziły. Mówię, że tak jak dzisiaj dzieci przychodzą z rodzicami do kościoła. I słyszę: ja tatę już prosiłam kilka razy, żebyśmy poszli do kościoła, a on nie chce.
Gdzie jest wtedy ta determinacja o zbawienie dziecka, o wiarę dziecka? Wielu rodziców naprawdę się tym przejmuje. Idzie z dzieckiem do kościoła, tłumaczy, modli się za swoje dziecko. Wielu jednak na różnych płaszczyznach, czy właśnie na płaszczyźnie wiary — bo jestem księdzem i to jest dla mnie szczególnie istotne — ale także na płaszczyźnie nauki czy rozwoju talentów, zostawia dziecko samopas.
Zamiast je podnieść, zamiast poprowadzić, żeby dojrzewało we wszystkich tych płaszczyznach: w rozwoju duchowym, intelektualnym, fizycznym, w odkrywaniu swoich talentów i zdolności, żeby odkryło, kim jest — potrzeba właśnie tej miłości i zdeterminowania.
Niech więc ten urzędnik królewski z dzisiejszej Ewangelii będzie dla nas inspiracją i przypomnieniem. Przyszedł w konkretnym celu do Jezusa. Jezus zaczyna nauczać tłumy, a on mówi: Panie, przyjdź, bo mój syn umiera. To jest w tym momencie najważniejsze.
Starajmy się więc o zbawienie i dobro swoich bliskich z pełną determinacją i miłością.