Kto zgrzeszył, że ten człowiek urodził się niewidomy? On sam czy jego rodzice? Takie pytanie ludzie zadawali jeszcze kilkanaście lat temu. To był fragment Ewangelii według świętego Jana. Takie pytanie trafiło do Jezusa, ale jeszcze kilkanaście lat temu w Polsce rzeczywiście wielu ludzi dało się zwieść i wierzyło w tak zwany grzech pokoleniowy. Chodzono na modlitwy uzdrowienia międzypokoleniowego, najczęściej były to modlitwy charyzmatyczne.
Tak bardzo się to rozwinęło, że musiał interweniować Episkopat Polski. W 2015 roku wydał dokument, który uznał to za błąd teologiczny. Tutaj mam kilka kartek pomocy i nagranie jest też trochę z opóźnieniem publikowane, ponieważ musiałem doczytać, bo temat jest naprawdę bardzo trudny.
Dzisiaj jeszcze w niektórych grupach charyzmatycznych ludzie cały czas są przekonani, że grzechy ich przodków wpływają bezpośrednio na nich i proszą księdza, żeby uzdrowił ich poprzednie pokolenia, aby te grzechy na nich nie ciążyły. Łatwiej jest oczywiście powiedzieć: moja babcia stawiała tarota, mój tata popełnił samobójstwo, dlatego jest grzech w moim życiu i nie muszę się naprawiać, nie muszę podejmować nawrócenia.
Spróbujmy jednak zgłębić ten temat i zobaczyć, skąd to się w ogóle wzięło. Był taki człowiek, Kenneth McAll, doktor psychiatrii, który żył w latach 1910–2001, czyli całkiem niedawno zmarł. Napisał w 1982 roku – a w 1984 było drugie wydanie, bardziej popularne – książkę „Uzdrowienie drzewa genealogicznego”.
W tej książce bardzo pomieszał psychiatrię, modlitwy za zmarłych, doświadczenia duszpasterskie. Wszystko zostało wymieszane razem i powstała teoria, która wskazywała, że grzechy poprzednich pokoleń kumulują się w danym człowieku. Modlitwa uzdrowienia, modlitwa uwolnienia czy Eucharystia – bo na niektórych stronach katolickich można spotkać się z jego pochwałą – miały według niego człowieka z tego uwolnić.
Sprawdziłem jednak dokładnie, że nie był katolikiem, lecz anglikaninem. Chodziło więc o modlitwę anglikańską czy też spowiedź anglikańską w Kościele anglikańskim. Według jego przekonania tamte sakramenty pomagały uzdrowić człowieka. Na podstawie kilku swoich doświadczeń i obserwacji wyciągnął więc wniosek, że istnieje coś takiego jak grzech pokoleniowy, a modlitwa o uzdrowienie międzypokoleniowe może człowieka z tych grzechów uwolnić.
Sam nie nazywał tego jeszcze wprost grzechem pokoleniowym. Później jednak charyzmatycy w Kościele katolickim przejęli tę koncepcję. Warto zauważyć, że rok 1984 to czas całkiem niedawny z naszej perspektywy. Lata późniejsze, początek 2000 roku, potem 2010 i 2015, czyli początki mojego kapłaństwa, to okres ogromnej popularności tych modlitw. Wielokrotnie przychodzili do mnie ludzie z prośbą, żebym pomodlił się za ich poprzednie pokolenia, aby uwolnić ich od grzechu międzypokoleniowego.
Od początku czułem, że coś tutaj nie gra. Pojawiało się wewnętrzne przekonanie, że coś jest nie w porządku. W 2015 roku Episkopat Polski ostatecznie stwierdził jasno: takich modlitw nie ma, są one błędne teologicznie.
Niestety w niektórych środowiskach temat nadal się pojawia. Trzeba jednak jasno powiedzieć: grzech nie przechodzi na potomków. Tak brzmi oficjalne stanowisko Konferencji Episkopatu Polski. Wszystkie modlitwy zakładające dziedziczenie win przodków są błędne teologicznie. Jedynym grzechem, który jest dziedziczony, jest grzech pierworodny.
Wyobrażenie o klątwach czy o winach przodków, które miałyby bezpośrednio obciążać potomków – na przykład że dziadek czy pradziadek zrobił coś złego i to przechodzi na następne pokolenia – nie ma podstaw w nauce Kościoła.
Istnieją natomiast teorie psychiatryczne mówiące o traumie międzypokoleniowej. Ludzie, którzy przeżyli wojny czy obozy koncentracyjne, mogli przekazać swoim dzieciom pewne lęki czy schematy zachowań.
Dlatego można mówić raczej o wzorcach zachowania w rodzinach. Każda rodzina ma swój sposób reagowania na trudności i przeciwności życia. Istnieje pewna atmosfera rodzinna, nieprzepracowane traumy rodziców, które mogą wpływać na dzieci.
Współczesna psychologia mówi wtedy o terapii systemowej rodzin. Bada się relacje między pokoleniami, role w rodzinie i dynamikę relacji. Często funkcjonujemy podobnie jak wcześniejsze pokolenia naszej rodziny. Tego rodzaju mechanizmy mogą przechodzić z pokolenia na pokolenie, ale nie na zasadzie grzechu, lecz raczej na płaszczyźnie psychologii.
Człowiek nie rodzi się znikąd, lecz w konkretnej rodzinie i w określonej historii życia. Nie należy jednak utożsamiać tego z dziedziczeniem grzechu.
Jeżeli więc gdzieś usłyszycie o uzdrowieniu międzypokoleniowym czy o grzechu pokoleniowym, warto pamiętać o dokumencie Episkopatu Polski z 2015 roku. Zostało to uznane za błąd teologiczny.
Odpowiedź Jezusa na pytanie o niewidomego człowieka jest bardzo jasna: nikt nie zgrzeszył, ani on, ani jego rodzice. Chodziło o to, aby na nim objawiły się sprawy Boże.