Dziadek mój Jezus, kiedy oddał się pełniejszemu poznaniu Prawa i Proroków. Tak, dziadek mój Jezus w Piśmie Świętym. Rzeczywiście początek Mądrości Syracha: „Dziadek mój Jezus”. A, bo to jest Stary Testament, no właśnie. A wtedy to imię było całkiem popularne, Jezus.
Ciekawostka: Mądrość Syracha lub Eklezjastyk, tak znajdujemy w Piśmie Świętym, a pierwotna wersja tej księgi była: Mądrość Jezusa, syna Syracha. Ale wiadomo, to imię Jezus później zaczęto utożsamiać z Jezusem Chrystusem, więc tutaj zmieniono trochę tę nazwę księgi. Dzisiaj funkcjonuje jako Mądrość Syracha.
A dlaczego się do niej odnoszę? Pisał on tak: „Początkiem pychy człowieka jest odstępowanie od Pana Boga, gdy odstępuje jego serce od swego Stwórcy. Albowiem początkiem pychy jest grzech”. Albo inne tłumaczenia ładnie to ujmują: „Początkiem każdego grzechu jest pycha, a kto się jej trzyma, zalany będzie obrzydliwością”.
Odnoszę się dzisiaj wyjątkowo do Starego Testamentu, ponieważ mamy przypowieść Jezusa o faryzeuszu i celniku, gdy przyszli się modlić. Tu już nie będę tego tekstu szukał, bo przymknąłem niestety, ale myślę, że znana nam historia.
Modli się faryzeusz z przodu w świątyni i opowiada Panu Bogu: jestem wzorowym człowiekiem wierzącym, daję dziesięcinę z wszystkiego, przestrzegam wszystkich przepisów. To jest oczywiście parafraza. Nie jak ci ludzie zdziercy, grzesznicy czy jak ten celnik.
A celnik z tyłu się modli, przeprasza Pana Boga za swoje grzechy.
Pan Jezus potępia pychę tego człowieka, faryzeusza, który się tak modlił obłudnie. Nie potępia tego, że on rzeczywiście jest wierzący, że daje tę dziesięcinę, że się modli, że przestrzega wszystkich przepisów. Tego Jezus nie potępia. Ale potępia to, że z tego narodziła się pycha. Że to jest dla niego pewien powód do jakiejś dumy, ale też i patrzenia z pogardą na innych.
Dlatego odniosłem się do Księgi Syracha, bo tam jest wyraźnie powiedziane, że początkiem każdego grzechu jest pycha. Czytałem trochę Ojców Kościoła i rzeczywiście tak to też ujmują. Pychę stawiają na początku wszystkich grzechów, ponieważ z niej później rodzą się pozostałe.
Szukałem jakiegoś obrazu, żeby to jakoś ująć. Weźmy dwa obrazy.
Pierwszy: dziecko, załóżmy w przedszkolu. Przedszkolak bawi się, buduje sobie wieżę z klocków, zadowolony, uśmiechnięty, wszystkim się chwali: „Patrzcie, jaka ładna wieża, jeszcze tylko jeden klocek i będzie super”. Przybiegnie drugie dziecko, rozwali mu tę wieżę, a już takie dziecko zaczyna bić, tłuc, już emocje po prostu sięgają zenitu, na nikogo nie patrzy, wszystkich by wokół pobił albo idzie płakać. Wszystko już, już nie pamięta o tej wieży.
Czy inna sytuacja: ktoś, nie wiem, ma wzorowy ogródek, grządki, a później się dopuszcza jakichś czynów zdrożnych czy jakiegoś nawet morderstwa, nie wiadomo czego. I wszyscy mówią: „No taki był dobry, wszystkim mówił dzień dobry, taki przykładny człowiek”. Bo rzeczywiście to zewnętrznie sobie wszystko ułożył, a wewnątrz ta pycha gdzieś rodziła już wiele innych rzeczy, które po prostu w pewnym momencie się ujawniły czy eksplodowały.
Niech ta dzisiejsza Ewangelia, mówiąca o pokornej modlitwie celnika i o tej faryzejskiej modlitwie, obłudnej modlitwie właśnie faryzeusza, będzie dla nas takim przypomnieniem, że owszem, mamy przestrzegać wszystkich przepisów religijnych, mamy dbać o Kościół, mamy dbać o swój wzrost duchowy, ale uważać, żeby to nas nie doprowadziło do pychy.
Bo jeśli ta pycha zacznie się rodzić w sercu, a widać ją przez właśnie pogardę drugim człowiekiem, przez spojrzenie, że ja jestem lepszy, wywyższanie się, poprzez zasklepianie się w sobie, że w sumie ten faryzeusz już nie prowadził dialogu z Panem Bogiem w modlitwie, tylko z samym sobą, chwalił się, jaki to jestem dobry.
Jeśli to dostrzegasz w swoim życiu, to uważaj. Wtedy pamiętaj, że Pan Bóg jest Stwórcą. Pamiętaj o pokorze, bo ta pycha przez wiele lat może gdzieś człowieka właśnie tak zasklepiać, zasklepiać, a w tym czasie narodzą się te inne grzechy, które w odpowiednim momencie, no już mówiąc trochę brzydko, wybiją jak szambo.