Opowieść o zbuntowanych dzierżawcach – taki podtytuł dano w Piśmie Świętym dla dzisiejszej Ewangelii. Akurat przypada pierwszy piątek miesiąca i oto Ewangelia idealnie opisująca rolę Pana Jezusa w historii zbawienia. Ten, który w obrazie danym przez Jezusa powierza swoją winnicę rolnikom, czy też pracownikom – bo tutaj są różne tłumaczenia – to jest Ewangelia według świętego Mateusza, ale także Marek i Łukasz przekazują tę samą przypowieść Jezusa w całości. Tam pojawiają się tylko drobne szczegóły zmienione, ale sens jest ten sam. Rolnicy dostali w dzierżawę winnicę i po jakimś czasie zaczęli ją traktować jak swoją własność. Stwierdzili, że właściciel jest daleko. Tymczasem właściciel chciał mieć zyski z tej winnicy. Wysyła najpierw jedne sługi, później drugie, aż w końcu – gdy jedni zostali pobici, inni zabici – posyła swojego syna. I co robią dzierżawcy? „Zabijmy jego syna, a odziedziczymy całą winnicę”. I tak też zrobili.
Później właściciel oczywiście wysyła ludzi, aby tych wszystkich pojmali i aby tym złoczyńcom odpłacić za to, co się wydarzyło. Pan Jezus stawia pytanie: co zrobi właściciel, gdy wróci z tymi rolnikami? I już słuchacze odpowiadają: każe zabić tych złoczyńców, a winnicę wydzierżawi innym rolnikom, którzy w odpowiednim czasie oddadzą mu należne plony. To jest po prostu – jak nic – historia Jezusa. I tak też jest interpretowana w Kościele oraz przez Ojców Kościoła. Mamy tutaj obraz historii Starego Testamentu: Izraela, który odrzucał poszczególnych proroków, a ostatecznie – gdy Bóg Ojciec posłał swojego Syna – Jego również odrzucił, zabijając.
I teraz ciekawa jest puenta końcowa. Jezus mówi: „Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: kamień, który odrzucili budujący, stał się kamieniem węgielnym?”. Ten pierwszy obraz jest myślę dość zrozumiały, ale chciałbym zatrzymać się właśnie na tym kamieniu węgielnym, bo to jest rzecz bardzo ciekawa. Dzisiaj kamień węgielny kojarzy się nam z jakimś budynkiem – kościołem, kaplicą czy budynkiem użyteczności publicznej – gdzie symbolicznie wmurowuje się kamień. Przyjeżdżają goście, ktoś go święci albo w świeckich uroczystościach przecina się wstęgę, wmurowuje się tablicę pamiątkową czy kapsułę czasu. Ludzie się tym szczycą, ale jest to tylko symbol.
Natomiast w czasach Jezusa kamień węgielny był czymś bardzo konkretnym. Warto słuchając Ewangelii osadzać ją w realiach życia tamtej epoki. Gdy budowano budynek, w narożniku fundamentu ustawiano pierwszy kamień – najlepiej najbardziej ociosany i najbardziej dokładny. On wyznaczał kierunek dwóch ścian, które miały się schodzić pod właściwym kątem. Od niego zaczynała się cała budowa. Można powiedzieć, że wyznaczał osie budynku. Dzisiaj nazwalibyśmy to może jakimś punktem geodezyjnym, początkiem, od którego zaczyna się budowę i według którego wyznacza się wszystkie linie. W czasach Jezusa właśnie taką funkcję miał kamień węgielny.
A dlaczego zatrzymałem się właśnie przy tym obrazie? Bo czytając komentarze do Ewangelii odkryłem coś bardzo ciekawego. Okazuje się, że Pan Jezus i Józef niekoniecznie byli cieślami w takim sensie, w jakim najczęściej sobie to wyobrażamy. W różnych tłumaczeniach polskich przyjęło się słowo „cieśla”, ale słowo greckie użyte w Ewangelii oznacza raczej rzemieślnika budowlanego, takiego majstra od różnych prac. Przez to, że mówimy „Józef cieśla”, w naszej wyobraźni pojawia się człowiek robiący stołki, meble czy jakieś drewniane przedmioty. Nawet w piosenkach śpiewamy dzieciom: że Jezus heblował i piłował. Tymczasem chodziło raczej o człowieka pracującego przy budowie.
Mówię też o Jezusie, ponieważ w Ewangelii według świętego Marka pojawia się pytanie: „Czy to nie jest cieśla?”. Tam wprost odnosi się to do Jezusa. Natomiast u Mateusza jest napisane: „Czy to nie jest syn cieśli?”. W każdym razie chodzi o rzemieślnika budowlanego. W małym miasteczku takim jak Nazaret nie był potrzebny ktoś, kto robił tylko meble. Potrzebny był raczej człowiek, który potrafił zrobić dach, naprawić dom, obrobić kamień czy pomóc przy budowie. Taki właśnie był tekton – rzemieślnik budowlany.
I dlatego Jezus używa bardzo konkretnych obrazów z budowy. Kamień węgielny to nie jest abstrakcja. To jest coś, co On mógł widzieć, przy czym mógł pracować, co mogło być elementem codziennej pracy. I teraz zobaczmy, jak pięknie komentują to Ojcowie Kościoła. Kamień węgielny spaja dwie ściany budynku. I właśnie tak rozumiano Chrystusa – jako kamień węgielny, który spina dwie rzeczywistości: Stary Testament i Nowy Testament.
Wracamy więc do początku przypowieści. Syn został odrzucony przez dzierżawców, ale z tego odrzucenia rodzi się coś nowego. Nie tylko starotestamentalny Izrael, lecz powstaje nowy lud Boży – Kościół. Kościół, który łączy Stary Testament z Nowym. Kościół, który łączy lud Izraela z narodami pogańskimi. Jezus jest tym kamieniem węgielnym, który spaja te dwie ściany: jedną tworzą wierzący z Izraela, drugą poganie, którzy przyjmują Ewangelię. Z tych dwóch powstaje jedna budowla – Kościół.
Niech to dzisiejsze rozważanie pokaże nam także coś jeszcze. Pan Jezus miał pełną świadomość tego, co się wydarzy. Historia o winnicy i złych dzierżawcach jest wyraźną zapowiedzią Jego męki. Ale jednocześnie Jezus mówi o kamieniu węgielnym, o fundamencie. Wiedział, że przez swoją śmierć i zmartwychwstanie stanie się fundamentem nowego ludu Bożego, fundamentem swojego Kościoła.