Dziś w Kościele słyszymy przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Bogacz, który trafia do Otchłani, czyli umiera i cierpi męki. Widzi z daleka Łazarza, człowieka ubogiego, żebraka, który u jego bramy codziennie żebrał, a teraz przebywa w chwale na łonie Abrahama i prosi: poślij Łazarza do moich braci. Gdyby ktoś z umarłych do nich poszedł, to oni uwierzą i się nawrócą.
A jak Jezus puentuje tę przypowieść? Mówi: nie. Jeśli Mojżesza i proroków nie słuchają, to nawet gdyby ktoś powstał z martwych, także nie dadzą się przekonać. To tłumaczenie tak podaje. Biblia Tysiąclecia mówi: także nie uwierzą.
Powiem szczerze, że wiele razy czytałem ten tekst i zawsze wyobrażałem sobie, że chodzi o jakąś zjawę: że przyjdzie ktoś z umarłych, objawi się i wtedy człowiek uwierzy. Tymczasem, gdy sięgnie się do Ojców Kościoła, pojawia się bardzo ciekawa interpretacja.
Święty Augustyn odnosi te słowa do Jezusa. Przecież Jezus powstał z martwych, a ludzie i tak nie uwierzyli.
Jest jeszcze jedna analogia, którą podaje Cyryl Aleksandryjski. Mówi o Łazarzu, którego Jezus wskrzesił. Oczywiście nie chodzi o tę samą osobę, bo przypowieść o bogaczu i Łazarzu jest w Ewangelii według świętego Łukasza, natomiast wskrzeszenie Łazarza opisuje Ewangelia według świętego Jana. Analogii jednak trudno nie zauważyć: to samo imię.
W tamtej historii także wielu nie uwierzyło, chociaż byli świadkami wskrzeszenia. Co więcej, Ewangelia mówi, że stało się to nawet argumentem, aby zabić Jezusa. Postanowili także zabić samego Łazarza.
Widzimy więc dwa przykłady: zmartwychwstanie Jezusa i wskrzeszenie Łazarza. W obu przypadkach ktoś powstaje z martwych, a mimo to wielu nie wierzy.
Czy więc szukasz jeszcze jakiegoś argumentu, który miałby cię ostatecznie przekonać? Czy wierzysz Chrystusowi zmartwychwstałemu?