Bulwersują się dzisiaj faryzeusze, mówiąc do apostołów: dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami? Bo oto Pan Jezus przyszedł na ucztę do Lewiego. Bardzo są zgorszeni i oburzeni.
Ja się przyznam, że dzisiaj też byłem bardzo zbulwersowany, bo znalazłem w internecie taką grafikę, która krążyła w Środę Popielcową. Było wystawione wiadro z popiołem przed kościołem i napisane: „Dla tych, którzy pojawiają się w kościele raz w roku – samoobsługa. Można sobie wziąć popiół i samemu głowę posypać”. Obok było wklejone zdjęcie księdza Kramera. Szczerze mówiąc, od razu mi coś od rana nie pasowało, bo mówię: z tego, co wiem, on nigdy z pogardą na ludzi nie patrzy. Okazuje się, że tak jak ja się zbulwersowałem, patrząc na to wiadro, tak samo on dostrzegł pogardę w oczach tych ludzi, którzy udostępniali ten post dalej, pokazując, że to są ludzie, którzy raz do roku przychodzą, żeby głowę posypać popiołem. My jesteśmy lepsi. My chodzimy do kościoła regularnie.
Ale zobaczmy, czy w ten sposób nie ustawiamy się po stronie tych właśnie, którzy są tutaj zbulwersowani. „Dlaczego jecie i pijecie z celnikami i grzesznikami?” Przecież to są celnicy, grzesznicy, ci, co raz do roku przychodzą albo na święta Bożego Narodzenia. Co to za katolicyzm? My jesteśmy lepsi.
Lecz w tym przypadku nie będziemy wśród tych, do których przyszedł Pan Jezus, bo mówi: „Nie przyszedłem wzywać do nawrócenia sprawiedliwych, ale grzeszników”. Zobaczmy, chwilę wcześniej słyszymy o powołaniu Lewiego. Pan Jezus podchodzi i mówi do Lewiego: „Pójdź za Mną”. Praktycznie to trochę dziwnie wyszło, bo mówi „pójdź za Mną”, a to Jezus idzie za nim do jego domu. Chodzi jednak o to, że podszedł do Lewiego bez jakichś wstępnych założeń, deklaracji: nawrócisz się, przejdziesz przez rekolekcje, najlepiej takie trzydziestodniowe, albo ukończysz Seminarium Odnowy w Duchu Świętym i możesz stać się moim uczniem. Nie. Pan Jezus podchodzi i mówi: „Pójdź za Mną”.
Co robi Lewi? W tym swoim chaosie życia, w tym nieuporządkowaniu, w grzechu, w którym żyje, otwiera drzwi swojego domu. To jest piękne. Nie ucieka gdzieś, ale wprowadza do swojego domu Jezusa, żeby pokazać: tak żyję, to są moi bliscy, to są moi znajomi. Jednocześnie chce im pokazać: to jest Jezus. Teraz idę za Nim. Teraz będę Jego uczniem. Będę dorastał do Jego nauki, do tego, żeby stawać się Jego przyjacielem.
Jezus do niego przyszedł i przyszedł do jego przyjaciół, jego bliskich. Mówi: „Przyszedłem wzywać do nawrócenia nie sprawiedliwych, ale grzeszników”. Po której stronie się ustawiasz? Tych sprawiedliwych, zgorszonych Jezusem, gardzących innymi?
To jest to, czego najbardziej się boję w katolicyzmie – tej pogardy wobec tych gdzieś słabszych moralnie. Nawet ten, który przyjdzie raz w roku po ten popiół, może podejść do ołtarza. Może na co dzień żyje w związku niesakramentalnym, nie przyjmuje Komunii, ale może przyjść bliżej ołtarza. Warto go wtedy podnieść, chwycić jakimś dobrym słowem, kazaniem, żeby poczuł się zaakceptowany, żeby częściej przychodził do kościoła, żeby się modlił.
Można jednak wystawić takie wiadro, udostępnić je na Facebooku i pokazać jeszcze raz, że my tobą gardzimy. Nie, nie tędy droga.
Jeśli czujesz się grzesznikiem, tym, który potrzebuje Jezusa, wtedy rzeczywiście Jezus może do ciebie przyjść. Ale jeśli uważasz się za sprawiedliwego, to Jezus nie ma naprawdę czego szukać w twoim sercu.