Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo i Proroków. Nie przyszedłem po to, aby je znieść, ale wypełnić. Dalej Pan Jezus mówi: nie zmieni się w Prawie ani jedna litera, ani jedna kreska. Tak mamy w tym tłumaczeniu. Natomiast w Biblii Tysiąclecia jest: ani jedna jota, ani jedna kreska. Do tego wątku wrócę.
Najpierw jednak zobaczmy, dlaczego Pan Jezus w ogóle to mówi. „Nie sądźcie” – czyli pojawiały się oskarżenia. Jeśli ktoś się z czegoś tłumaczy, jeśli do czegoś się odnosi, to znaczy, że takie zarzuty rzeczywiście się pojawiały. Jezus był oskarżany, że wprowadza wszystko nowe, że podważa Prawo i Proroków, że kwestionuje to, co było święte dla Izraelitów, zwłaszcza dla faryzeuszy – te wszystkie drobiazgowe przepisy.
Jezus odpowiada: nie odrzucam tego na płaszczyźnie formalnej. Ukazuję głębszy sens tych przepisów. One są piękne – ale wtedy, gdy prowadzą do pogłębienia relacji z Panem Bogiem, do pogłębienia człowieczeństwa, do wzrostu wiary. Wtedy mają sens.
Wspomniałem o jocie. Jota odnosi się do greki – to najmniejsza litera alfabetu greckiego. Najprawdopodobniej jednak językiem, którym posługiwał się Pan Jezus, był aramejski. Znał hebrajski, skoro czytał Pismo w synagodze. Być może znał także grekę, bo była wówczas dość powszechna. Chodzi raczej o hebrajskie „jod” – malutką kreseczkę, najmniejszy znak.
Jak to zobrazować? Jedna kreseczka może zmienić sens. W języku polskim mamy „ź”, „ż”, „z”. Jeśli mam adres rozwazania.pl, brzmi to sucho i technicznie. Wystarczy jednak jedna kropeczka – rozważania.pl – i od razu brzmi właściwie. Jedna mała kropka, jedna kreska, jeden znak – a sens się zmienia. W języku polskim doskonale to rozumiemy.
Wracając do sedna: Jezus nie przyszedł, aby przepisy podważyć czy wyrzucić do kosza, ale aby ukazać ich głębszy sens – sens relacji z Bogiem. Dlatego formalnie przepisy Starego Testamentu nie obowiązują nas wprost, ale obowiązuje nas ich istota: przykazanie miłości Boga, bliźniego i siebie samego.
Co to znaczy, że przepis ma wejść w głębsze zrozumienie? Przypomina mi się doświadczenie młodego kierowcy. W 1997 roku zdałem prawo jazdy. Często, gdy prowadziłem, z tyłu siedzieli pasażerowie starsi ode mnie. „Z tyłu pasów zapinać nie trzeba”. I koniec. Obrażeni – pasów nie zapną. Intrygowało mnie to przez lata.
Dzisiaj sprawdziłem: dopiero w 1991 roku wprowadzono w Polsce obowiązek zapinania wszystkich pasów bezpieczeństwa, które są w samochodzie, i zaczęto montować pasy z tyłu. Motoryzacja się zmienia. Jeszcze niedawno wiele samochodów miało tylko jedno lusterko – po stronie kierowcy. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie auta bez dwóch lusterek. Obowiązek montowania dwóch lusterek wprowadzono w Polsce w 1999 roku. Podobnie ze światłami – w 2007 roku wprowadzono obowiązek jazdy na światłach przez całą dobę.
Wróćmy jednak do pasów. Pasy ratują życie. Wielu ludzi nie chciało ich zapinać, bo to „nowy przepis”, „absurd”, „pogniecie koszulę”. Nie rozumieli, że pas jest po to, by chronić ich życie.
Podobnie jest z przepisami religijnymi. Jeśli przyjmiemy je wyłącznie jako nakaz, formalność, ciężar – staną się niezrozumiałe. Trzeba zawsze pytać o głębię: po co to jest? Przed czym ma mnie uchronić? Dokąd ma mnie poprowadzić? W jaki sposób ma mnie zbliżyć do Pana Boga i pogłębić moją wiarę?
Wtedy przepis przestaje być ciężarem. Staje się drogowskazem.
Rozważanie z 11 marca 2026 Prawo rytualne się zmieniło, ale prawo moralne obowiązuje nadal.