Z wnętrza serca ludzkiego pochodzą złe myśli, rozpusta, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota. Całe to zło wychodzi na zewnątrz i plami człowieka.
Tak Pan Jezus dzisiaj mówi, że z serca człowieka wychodzi zło. Gdybyśmy bezpośrednio próbowali interpretować ten tekst, doszlibyśmy pewnie do błędnego wniosku, że zło wychodzi z serca i koniec – i my na to nie mamy wpływu. Wcześniejsza dyskusja Jezusa z uczonymi w Piśmie dotyczyła czystości rytualnej, tego, czy można jeść niektóre pokarmy, czy nie. Pan Jezus przenosi tę płaszczyznę na kwestię ducha. Tu komentator, czyli ewangelista Marek, dopisuje, że uznał wszystkie potrawy za czyste. To jest osobny temat, ale zostańmy przy sercu, bo przy wąskiej interpretacji można rzeczywiście pomyśleć: skoro z wnętrza to wychodzi, człowiek nic nie jest w stanie zrobić.
Przecież jednak rozumiemy, że przychodzi pokusa, przychodzi zły duch. Zło nie powstaje tak, że człowiek sam je wymyśla w próżni. Owszem, wynika także z naszej zranionej natury, ale pokusa przychodzi z zewnątrz. W mentalności biblijnej serce było miejscem decyzji. Albo przyjmę pokusę, albo ją odrzucę.
Wczoraj długo tutaj pisałem, mam kilkanaście stron rozważań na naszą ujską nocną Drogę Krzyżową, dlatego dopiero dzisiaj nagrywam rano. Pisząc rozważania do poszczególnych stacji, przy stacji „Wyrok”, czyli skazaniu Jezusa, pomyślałem przez analogię, że możemy to zobaczyć w ten sposób: wyrok, to, co później działo się na Kalwarii, był skutkiem decyzji. Tak samo jest u nas. Przychodzi pokusa, jedna, druga, trzecia, ale od naszej decyzji zależy, czy przerodzi się w konkretny grzech.
Przy okazji zareklamuję – specjalnie dzisiaj firanę odsunąłem. Tam w tyle widać kościół w Ujściu, a tu jest nasza Kalwaria. Zapraszam na nocną ujską Drogę Krzyżową, ale także na Kalwarię. Gdy będziecie jechać nad morze, można się zatrzymać, tym bardziej że mamy sanktuarium Najświętszej Krwi Pana Jezusa w Ujściu.
Wracając do Drogi Krzyżowej: mamy w tym roku trzy trasy. Jedna krótsza – kilka kilometrów, druga dłuższa – kilkanaście, i trzecia – kilkadziesiąt kilometrów. Dla niektórych ta najdłuższa będzie wyzwaniem, ale dadzą radę, jeśli na co dzień chodzą i ćwiczą. Dla innych już krótsza może być problemem, a dla osób starszych podejście pod Kalwarię – dosyć strome – może być trudne. Trudność trasy nie wynika tylko z jej długości, ale z możliwości konkretnego człowieka.
Tak samo jest z sercem. Pokusy mogą być małe i wielkie, ale najważniejsza jest podatność serca.
Kończąc, szukałem jeszcze analogii do naszego życia. Ile razy chcemy kogoś na coś namówić. Ostatnio panie organizowały wyjazd zagraniczny i od razu wiedziały, kogo prosić, kogo szukać. Gdy mamy jakiś pomysł, potrzebujemy kogoś i od razu w myślach pojawia się rozeznanie: ten się zgodzi, tego będzie trudno namówić, z tym warto porozmawiać. Mamy pewne rozeznanie co do ludzi, wiemy, czego można się po nich spodziewać.
Tak samo zły duch. Zna nasze serca i wie, czego się po tobie spodziewać, w jaki sposób cię kusić. Na jednego zadziała taka pokusa, na innego inna.
Najważniejsza puenta jest taka: poznaj swoje serce. Wiedz, jaką pokusą zły duch do ciebie trafia. Jeśli to już wiesz, jest szansa, że swoje serce obronisz. To serce jest twoim wnętrzem, które podejmuje decyzje. Rzeczywiście możemy powiedzieć, że z wnętrza pochodzi wszelkie zło, ponieważ tam musi zapaść wyrok, tam musi zapaść decyzja. Tam musi być zaakceptowana pokusa, żeby pojawił się grzech.