Nie udawajcie, że kontakt z Bogiem da się odseparować od życia.
Jakbyśmy mogli krótko streścić ten konflikt, który wybuchnął pomiędzy Jezusem a faryzeuszami. O co poszło? Uczniowie nie obmyli rąk, zanim zaczęli jeść, i faryzeusze się zbulwersowali. Dlaczego twoi uczniowie nie obmywają rąk? Przecież jest zwyczaj obmywania rąk po powrocie z rynku, jest zwyczaj obmywania kubków miedzianych i innych naczyń.
Pan Jezus, gdyby to była tylko czynność czysto higieniczna, jak dzisiaj — umycie rąk przed jedzeniem — to też pewnie zwróciłby uwagę apostołom. Ale to była całkiem inna czynność, to była czynność rytualna. Zobaczmy więc: żeby dobrze zrozumieć Biblię, trzeba zawsze szukać kontekstu tamtych czasów, czasów semickich, czasów Jezusa.
Dla nas obmycie rąk przed jedzeniem jest oczywiste — trzeba umyć ręce, żeby nie przenieść żadnych zarazków. Natomiast za czasów Jezusa istniały różne gesty symboliczne. Gest obmycia rąk oznaczał, że ktoś przychodzi z zewnątrz, ze świata zewnętrznego, na przykład z rynku, i wchodzi do domu, gdzie mieszkali Żydzi razem ze swoją rodziną. Trzeba było symbolicznie odciąć się od tamtego świata przez obmycie rąk.
Podobnie było z obmywaniem naczyń. Nawet jeśli były idealnie czyste, mógł wcześniej korzystać z nich jakiś poganin. Trzeba było je obmyć symbolicznie. Zostawiamy świat zewnętrzny i teraz jesteśmy w świecie należącym do Boga.
Żeby to dobrze zrozumieć, warto zilustrować to jeszcze jednym przykładem. Kilka dni temu była mowa o strząsaniu prochu z nóg, kiedy Pan Jezus mówi do apostołów: strząśnijcie proch z nóg, jeśli was nie przyjmą w jakimś mieście. To był również gest symboliczny. Żyd, który wracał z terenów pogańskich, wchodząc do swojego miasta, otrzepywał proch z nóg. Tak funkcjonowała mentalność ówczesnych ludzi: istniał świat pogański, poza bezpośrednim działaniem Boga, i istniał świat żydowski — świat narodu wybranego, w którym panuje Pan Bóg. Chodziło konkretnie o ziemię Izraela i ziemie pogańskie.
Stąd istniał pewien próg, pewna granica. Podobnie w mieście, gdzie przebywali także poganie, i w domu, gdzie mieszkała żydowska rodzina. Trzeba było otrzepać proch z nóg, umyć ręce, aby wyznaczyć granicę: tu jest świat pogański, tu są inne reguły, a tu jest świat nasz, świat Boga.
To była mentalność żydowska z czasów Jezusa. Jak bardzo pasuje ona do mentalności wielu z nas. Niestety, wielu katolików także dzieli swój świat na strefy. Jest strefa dla Boga: modlitwa, niedzielna Msza, święta, nabożeństwa okresowe, Gorzkie Żale, Droga Krzyżowa, chrzest dziecka, uroczystości religijne czy pogrzeb z księdzem — bo tak wypada, bo to sfera religijna.
A czym jest strefa zewnętrzna? Codzienne życie, praca, wieczne kombinowanie, załatwianie spraw, kwestie uczciwości w rozliczeniach. Świat zewnętrzny. To bardzo często wychodzi w codziennym funkcjonowaniu. Tak jak Żydzi mieli świat podzielony na pogański i przeznaczony dla Boga, tak wielu katolików ma to niestety poukładane w głowie: jest świat codzienny, szary, i jest świat „boski”, przeznaczony dla Boga.
Zobaczmy, jak Ewangelia — mimo upływu dwóch tysięcy lat — pozostaje aktualna. Pan Jezus upomina faryzeuszy. Apostołowie nie umyli rąk, ale Jezus przesuwa akcent z formalizmu na serce. Oddzielanie świata zewnętrznego i świata dla Boga okazuje się fałszywe, bo te rzeczywistości mają się przenikać.
Tak samo jest z nami. Świat religijny, który sobie układamy, ma przenikać świat codziennego życia. Nie udawajcie, że kontakt z Bogiem da się odseparować od życia.