Dzisiejszy tekst jest po prostu genialny. Na pewno dotknie serca niejednego księdza czy ewangelizatora, ponieważ czytany w szerszym kontekście Ewangelii ukazuje coś, co dotyczy wielu z nas.
Gdy przeprawili się na drugi brzeg, przybyli do Genezaret i tam przybili do brzegu. I dalej – mieszkańcy, tu już sparafrazuję, poznali Go, wybiegli, a dokądkolwiek się udawał, czy do wsi, czy do miast, ludzie zbiegali się na placach i prosili, aby mogli chociaż się Go dotknąć. A kto się Go dotknął, odzyskiwał zdrowie. Byśmy powiedzieli: spektakularne sukcesy. I dobrze, że apostołowie tego doświadczyli, ponieważ teraz zobaczmy szerszy kontekst tego wydarzenia.
Płynęli do Betsaidy. Tak im Pan Jezus nakazał – mieli przepłynąć do Betsaidy. To jest dosłownie fragment wcześniej. I w nocy był wiatr przeciwny. Okazało się, że do Betsaidy nie dopłynęli, ale Pan Jezus przyszedł do nich w nocy i łódź znalazła się przy brzegu. Ale gdzie? Właśnie na terenie ziemi Genezaret. Czyli po tej stronie, gdzie mieszkali Żydzi i gdzie został przyjęty bardzo entuzjastycznie wręcz, można powiedzieć – z gorącym sercem. I tego entuzjazmu apostołom było potrzeba.
Zobaczmy, co działo się wcześniej. Mieli płynąć do Betsaidy. To miasto dobrze znane Jezusowi, bo stamtąd pochodziła część apostołów. A jednak był tam przyjmowany, byśmy powiedzieli, bardzo chłodno, z dystansem. Niestety. Pan Jezus w Ewangelii Mateusza mówi z wyrzutem: „Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Gdyby w Tyrze i Sydonie działy się takie cuda…”, wyrzucając im brak wiary.
Gdyby popłynęli na drugą stronę jeziora, na teren Gerazańczyków, tam – pamiętamy – gdy Pan Jezus dokonał uwolnienia człowieka, gdy złego ducha posłał w świnie, został wygoniony. Powiedziano Mu: odejdź, masz za dużą moc, opuść naszą ziemię. Gdy Pan Jezus poszedł wcześniej do Nazaretu, do swojej rodzinnej miejscowości, tam także niewiele mógł zdziałać z powodu ich niedowiarstwa.
I w tym wszystkim apostołowie byli świadkami obojętności ludzi wobec Jezusa. A dodatkowo sami mieli jeszcze wewnętrzne trudności, bo Pan Jezus werset wcześniej wyrzuca im, że ich umysły są otępiałe, bo nie zrozumieli sprawy z chlebami. Teraz także nie rozumieją tego, że nagle znaleźli się na brzegu, i to nie w miejscu docelowym, do którego zmierzali.
Zobaczmy: Pan Jezus zmienia narrację, zmienia plany, aby teraz doświadczyli czegoś pięknego. Wcześniej doświadczyli odrzucenia Jezusa, obojętności wobec Jezusa, a nawet wyrzucenia Go z czyjejś ziemi. Sami doświadczyli wewnętrznych trudności i niezrozumienia. A teraz jest czas, gdy widzą ludzi zafascynowanych Jezusem.
Bardzo często tak zdarza się ewangelizatorom czy księżom. Bywa tak, że ktoś idzie z entuzjazmem, a spotyka się z obojętnością. Ktoś chce powiedzieć coś dobrego, poruszyć serce, a spotyka się z dystansem. Podobnie bywa podczas kolędy: pukanie do drzwi, chęć rozmowy o Panu Bogu, o wierze, a w odpowiedzi brak dialogu. I nie wiadomo, co tam się dzieje, jakie są trudności, jakie wątpliwości. Bez dialogu nie da się tego rozwiązać.
Każdy ewangelizator czy ksiądz doświadcza takich sytuacji odrzucenia. Do tego dochodzą jeszcze wewnętrzne trudności, chwile, gdy trudno jest wierzyć. Wiara wymaga pracy wewnętrznej. Są momenty kryzysów – zewnętrznych i wewnętrznych.
I właśnie wtedy wielu z nas doświadcza także sytuacji zupełnie innych: przyjęcia Jezusa z entuzjazmem. Rekolekcje, spotkania modlitewne, pielgrzymki. Doświadczenie wspólnoty, ludzi, którzy cieszą się Ewangelią i obecnością Jezusa. I tego doświadczyli apostołowie.
Teraz możemy lepiej zrozumieć dzisiejszy fragment Ewangelii. W momencie kryzysu – zewnętrznego i wewnętrznego – Pan Jezus zmienia tor płynięcia łodzi. Miała dopłynąć do Betsaidy, a ląduje na terenie ziemi Genezaret, aby apostołowie doświadczyli entuzjazmu ludzi. Wiara innych naprawdę potrafi człowieka podnieść.
Taka sytuacja z dzisiaj: odprawiałem Mszę Świętą, u nas w kościele było minus pięć stopni. Patrząc na tych ludzi, widać było, że zostali ci najbardziej wytrwali. I ich obecność umacnia także moją wiarę.
Pamiętajmy więc: inni ludzie budują nas swoim entuzjazmem i swoją wiarą, ale my także swoim entuzjazmem i swoją wiarą budujemy innych.