Tak ma się sprawa z królestwem Bożym, jak z człowiekiem rzucającym ziarno w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, nocą i dniem ziarno kiełkuje i wzrasta, a on nie wie jak.
Bardzo lubię patrzeć na wiarę jako na proces. Na wiarę człowieka, ale też na samego człowieka, bo zobaczmy: czasami oceniamy coś po faktach teoretycznie, patrzymy, że coś jest takie i takie i próbujemy z tego wywnioskować ocenę. Natomiast wiara i rozwój człowieka to jest pewien stopniowy proces.
Tutaj Pan Jezus posługuje się tym przykładem rolniczym: ziarno, które rzuca się w ziemię. Weźmy przykładowo ziarna ozime i jare. Dla tych, którzy się nie znają na rolnictwie, trochę objaśnię. Można ziarno siać na jesień i wtedy to są ziarna zboża ozime, które przezimują sobie, przetrwają mrozy i na wiosnę bardzo szybko ruszają — stąd mamy obfitsze plony i zdecydowanie szybsze.
Natomiast jest drugi sposób: tak zwane ziarna jare, zboża jare, które się wysiewa dopiero na wiosnę, gdy już mrozy puszczą. Trochę niższe są wtedy plony i krótszy jest ten okres wegetacji, stąd też później często są te zbiory.
Teraz zobaczmy: chodzi mi zwłaszcza o te ziarna ozime. One rzucone na jesień przez całą zimę leżą pod śniegiem, tak jak teraz tu za oknem. Nic się teoretycznie nie dzieje, ale to ziarno cały czas tam jest i na wiosnę ono po prostu ruszy już z pełnym impetem i będzie można później żniwować. Chociaż teoretycznie się wydaje, że nic się nie działo.
Pan Jezus właśnie używa tego określenia: ziarno rzucone w ziemię — czy ten rolnik śpi, czy czuwa, dniem i nocą ziarno kiełkuje, wzrasta; on nie wie jak. Tylko to ziarno musi być rzucone.
Zobaczmy, bo czasami myślimy o sobie: jestem wierzący czy niewierzący? Jesteśmy zadowoleni z siebie czy nie? Czy patrząc na drugiego człowieka próbujemy jakoś go ocenić? Ale chodzi o proces: czy ta wiara wzrasta, czy ona gdzieś już powoli chyli się ku upadkowi?
Jakże często na kolędzie mam sytuację, że ktoś mieszka bez ślubu albo tylko w związku cywilnym, ale zaczyna opowiadać: „Proszę księdza, ja to byłam w zespole młodzieżowym, ja to chodziłam na pielgrzymki. Proszę księdza, ile ja tu byłem ministrantem lat, byłem lektorem”. I są przeszczęśliwi tym, że coś kiedyś robili, że byli blisko Boga, blisko Kościoła. Życie życiem, teraz życie się toczy jakoś inaczej.
Może taki przykład też szkolny. Uczeń ma jedną czwórkę, drugi trójkę i powiemy, patrząc w dziennik: „O, ten uczeń ma czwórkę, ten uczeń jest lepszy”. Ale nie wiemy, jak zakończą rok szkolny. Może ten uczeń, który ma czwórkę, jak to się mówi, osiądzie na laurach, nic już więcej nie będzie robił i spadnie. Natomiast ten, który ma trójkę, się zawzięmie, zacznie się uczyć, uczyć i spokojnie tę czwórkę na koniec roku wypracuje, a może i nawet podejdzie pod piątkę.
Więc tak to jest. Nie liczy się tylko to, gdzie teraz jestem, ale w jakim kierunku zmierzam. Dlatego uwielbiam to słowo „proces”, pokazujące, co się dzieje. Może być tak, że ktoś też jest wysoko, wysoko, wysoko, ale wewnętrznie to już jest sfera spadkowa: coś osiąga, ale idzie, że tak powiem, siłą, po prostu się toczy to wszystko w jego życiu i za moment to po prostu runie.
Znowu mieliśmy kilka dni temu informację o księdzu, który odszedł z kapłaństwa. Zajmował się duszpasterstwem młodzieży, był już na szczycie i nagle — puf — i to wszystko poszło, bo nie wiadomo, jak wyglądał ten jego wewnętrzny proces. A bywa i tak, że ktoś ma trudności, że mówimy: „A, on to jest taki słaby”, ale idzie, idzie, nieustannie wzrasta.
Niech ta dzisiejsza Ewangelia, ten przykład ziarna będzie dla nas okazją do refleksji nad naszą wiarą. Czy to ziarno wzrasta, kiełkuje? Czasami może nie widać tych efektów zewnętrznych, zwłaszcza przy tych zbożach ozimych, o których mówiłem. Czy też może ten proces pokazuje już pewną degradację, dewaluację: coś powoli zaczyna gdzieś się niszczyć, wypalać.
Niech ta Ewangelia pomoże nam uczciwie spoglądać na siebie: nie tylko gdzie teraz jestem, ale w którym kierunku zmierzam. Czy duchowo wzrastam pomimo trudności, czy gdzieś powoli staję się coraz bardziej chłodny i odchodzę?