Dzisiaj w Ewangelii słyszymy: czy wnosi się zapaloną lampę po to, aby ją postawić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy może raczej postawić ją na świeczniku? Nie ma bowiem nic tajemnego, co by nie miało być ujawnione.
Takie słowa słyszymy dzisiaj w Ewangelii, wypowiedziane przez Jezusa. Powiem, że cieszę się, że te rozważania piszę i nagrywam, bo dzięki temu mogłem na nowo spojrzeć na ten tekst. Przyznam się, że we mnie budził on duży lęk i pewnie wielu katolików, słysząc tę Ewangelię w kościele, odbierało ją w sposób lękowy. Chodzi mi zwłaszcza o ten drugi zwrot: „Nie ma nic tajemnego, co by nie miało być ujawnione”. Dalej Jezus mówi, że nic też nie może być tak ukryte, aby nie wyszło na jaw.
Każdy człowiek, jak to się mówi, ma dwa oblicza. Ma jakąś swoją ciemną stronę: grzech, coś, z czym idziemy do konfesjonału, ale też to, co pojawia się czy na kierownictwie duchowym, czy czasami u psychologa, albo w ogóle pozostaje nieujawnione, bo nie musi być ujawniane. Są to własne przemyślenia, nastawienia, lęki, które grzechem nie są, ale jednocześnie stanowią jakąś ciemną stronę, którą niekoniecznie chcemy dzielić się z innymi.
Teraz podam przykład, tylko muszę zgasić światło. Jak to wygląda? Jest ciemne pomieszczenie i mamy światło. Wziąłem sobie latarkę i Jezus mówi, że bez sensu jest wchodzić z tym światłem po to, żeby ono zgasło i nikomu nie świeciło, czyli chować je pod łóżkiem, pod korcem. Korzec to po prostu naczynie, około dziewięciolitrowy pojemnik, coś w rodzaju garnka do odmierzania zboża.
Chodzi tutaj o coś całkiem innego. Nie o to, że istnieje jakaś prawda i ona jest zakryta, a teraz druga część mówi o tym, że będziemy jej szukać ze światłem, żeby wszystko się ujawniło: tu jest grzech, a tu jeszcze coś złego w życiu tego człowieka, a jeszcze tu coś się stało. Nie. W ten sposób lękowo odbieramy tę Ewangelię. Rzeczywiście bywało tak, że w historii Kościoła była ona interpretowana w sposób budzący lęk i strach, że wszystko zostanie ujawnione, że niczego nie da się ukryć przed Panem Bogiem czy przed innymi ludźmi.
Tu nie chodzi całkowicie o lęk. Chodzi o coś innego: o to, że istnieje prawda, czyli światło, a świat próbuje je zakryć różnymi rzeczami, zagłuszyć, stłamsić, żeby tego światła nie było. Nadzieja jest jednak taka, że to światło będzie się przebijać, przebijać i w końcu rozjaśni wszystko.
Włączę światło, żeby lepiej było mnie widać, i doprecyzuję. Chodzi o to, że nie wszystko, co było gdzieś ukryte, ma zostać detektywistycznie wyciągnięte na wierzch i ogłoszone światu. Owszem, dzisiaj tak świat często funkcjonuje. Lubi wyciągać brudy, a serwisy plotkarskie i inne media żyją z tego, że znajdą coś w życiu człowieka i natychmiast rzucą to na światło dzienne, by go napiętnować, nieraz jeszcze bez wyroku sądu.
Tu chodzi o coś innego. W każdym z nas jest piękno, jest światło, które niestety bywa łamane. Żyjemy w różnych społecznościach i jakże często jest tak, że w zakładzie pracy, w społeczności lokalnej, w polityce – czy to lokalnej, czy globalnej – pojawia się sytuacja, w której ktoś wychodzi i mówi jasno prawdę o tym, co się wydarzyło. Wielu ludzi, czasem nawet w rodzinach, nie jest jednak zainteresowanych tą prawdą, bo prawda zaczyna boleć, dotykać trudnych tematów. Wtedy próbuje się ją zakryć, zagłuszyć.
Kościół także jest tego przykładem w sprawach związanych z pedofilią. Prawda bywa zagłuszana, ale Jezus daje nadzieję, że ona i tak się objawi. Zobaczmy więc, że nie chodzi o poszukiwanie zła czy grzechu, ale o przekonanie, że prawda prędzej czy później wychodzi na jaw, oczywiście dzięki Panu Bogu.
Niech ten dzisiejszy tekst Ewangelii, nawet jeśli wcześniej odbieraliśmy go w sposób lękowy, nie budzi lęku. Słowa: „Nic też nie może być tak ukryte, aby nie wyszło na jaw” nie oznaczają, że teraz wszystkie grzechy, wszystkie nasze lęki, nastawienia i słabości mają zostać wyciągnięte na wierzch, by nas ośmieszyć czy pokazać w negatywnym świetle przed innymi.
Chodzi o coś całkowicie innego. „Nie ma nic tajemnego, co by nie miało być ujawnione” odnosi się do prawdy, do piękna, do słowa Bożego, do Ewangelii, do wszystkiego, co jest dobrem. Świat, a także inni ludzie żyjący w grzechu, próbują to zakryć i stłamsić. Pan Jezus daje jednak nadzieję, że to zostanie ujawnione, że Królestwo Boże króluje i rozwija się nieustannie.
Często bywa tak, że pomimo zła po latach, czasami nawet po pięćdziesięciu latach, historycy odkrywają prawdę. Ostatecznie ta prawda zwycięża. Niech dzisiejsza Ewangelia daje nam nadzieję, by żyć w prawdzie, nawet jeśli świat próbuje nas stłamsić i zagłuszyć. Ostatecznie prawda prowadzi do Pana Boga, do dobrego i szczęśliwego życia, a przede wszystkim do życia w zgodzie z samym sobą.