Dzisiaj słyszymy w Ewangelii przypowieść o siewcy. Pan Jezus mówi o siewcy, który sieje ziarno, i niektóre ziarna spadają w takie miejsca, że po prostu nie wschodzą albo wschodzą szybko, usychają i zostają bez plonu. Ale mówi też o tym ziarnie, które wydaje plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stukrotny. Do tego „stukrotnego” jeszcze wrócę na samym końcu — to będzie taka ciekawostka, taki bonus.
Na razie przyjrzyjmy się samej przypowieści. Nie będę jej tutaj objaśniał, bo dalej, jak zobaczymy, Pan Jezus sam dokładnie wyjaśnia, co oznacza ziarno, które pada w konkretne miejsca. Powiem, że to dzisiejsze słowo nawet mnie rozczuliło. Zobaczmy bowiem: Pan Jezus na końcu mówi o plonie trzydziestokrotnym, sześćdziesięciokrotnym i stukrotnym, ale tego tematu już nie rozwija. Natomiast bardzo szeroko rozwija temat tych pojedynczych ziaren, które padają na drogę, między ciernie, na grunt skalisty.
To jest cały Jezus. On nie działa według współczesnej logiki: efektywność, tabelki, statystyki, jakie mamy osiągnięcia. Jeden wydał plon trzydziestokrotny — super. Ale Pan Jezus skupia się na tych małych ziarenkach, które gdzieś upadły i plonu nie wydały. To jest oczywiście obraz chrześcijanina, ucznia Jezusa, który ma trudności. Pan Jezus objaśnia, jakie trudności mogą spotkać człowieka wierzącego — po to, żeby sam mógł się z nimi zmierzyć, ale też żeby wspólnota Kościoła pomogła mu przez nie przejść. To jest bardzo ciekawe przesłanie dzisiejszego tekstu.
Teraz wróćmy do samego plonu. Zastanawiałem się nad tym i powiem, że dzisiaj specjalnie poczytałem na ten temat. Wielokrotnie, przechodząc obok pola, zerwałem jakiś kłos, roztarłem go w dłoniach i zjadłem kilka ziarenek, ale nigdy nie było ich tam sto. Nie jestem rolnikiem, więc może dla niektórych jest to oczywiste, ale okazuje się, że z jednego ziarenka nie wyrasta tylko jeden kłos. Roślina się rozkrzewia i może mieć kilka kłosów. Dlatego ten plon może być tak duży.
I teraz ten zapowiedziany bonus na koniec. Na początku przejęzyczyłem się i powiedziałem „plon stukrotny”, natomiast w Ewangelii mamy zapisane „plon stokrotny”. Sprawdziłem to w słowniku, bo zacząłem się zastanawiać, skąd to słowo „stokrotny”, skoro we współczesnym języku polskim częściej mówimy „stukrotny”. Okazuje się, że rzeczywiście: w dzisiejszej polszczyźnie mówimy, że coś wydarzyło się sto razy, że coś wydarzyło się stukrotnie. Natomiast w języku bardziej archaicznym, a więc także w języku biblijnym, częściej używa się formy „stokrotny”. Większość z nas, słuchając Ewangelii w Kościele, jest z tą formą osłuchana — brzmi ona bardzo naturalnie. Pismo Święte często posługuje się językiem bardziej wzniosłym, archaicznym, żeby podkreślić doniosłość przekazywanych treści.
Przesłanie dla nas jest bardzo proste: Pan Jezus szuka każdego. Tego ziarenka, które spadło gdzieś daleko, tego chrześcijanina, który ma trudności i zmaga się z nimi. Pan Jezus oczywiście docenia tych, którzy wydają plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny czy stokrotny, tak jak w innej przypowieści docenia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec. Ale skupia się także na tobie. Jeśli odnajdujesz się wśród tych, którzy mają problem, trudność, to pamiętaj: Pan Jezus chce przychodzić, pomagać podnosić się i wzrastać.