Przejdźmy najpierw do Ewangelii. Pan Jezus wszedł do synagogi, aby nauczać. Pośród tych, którzy przyszli Go słuchać, byli też tacy, którzy słuchali Go szczególnie uważnie. Ale po co? Obserwowali Jezusa, chcieli Go na czymś pochwycić. Nadarzyła się okazja. Oto był tam człowiek, który miał bezwładną rękę. Obserwowali, czy Jezus go uzdrowi, a był to — przypominam — szabat.
Jezus, znając ich serca, pyta: czy wolno w szabat dobrze czynić, czy źle czynić, ratować życie czy zabić? Co odpowiadają? Nic. Milczą. Nie odezwali się. W innych fragmentach Ewangelii chociaż mówili, że nie wiedzą, a tu nic. Zamilkli — zero. Dlaczego? Ponieważ byli uwikłani. Czytamy, że gdy Jezus uzdrowił tego człowieka, wyszli i naradzali się ze zwolennikami Heroda, w jaki sposób Go zabić.
Nie interesowało ich, co Jezus powie ani co Jezus zrobi, bo obojętnie, co by powiedział i co by zrobił, i tak obróciliby kota ogonem, uznając to za złe w ich mniemaniu. Dzisiaj chciałbym jednak zatrzymać się na tym milczeniu. Zamilkli, nie potrafili odpowiedzieć, bo gdyby zajęli stanowisko, musieliby opowiedzieć się po którejś stronie. Ich słowa mogłyby być później wykorzystane, natomiast milcząc — udają, że sprawa ich nie dotyczy, że nie ma tematu.
Na początku padło pytanie: czy twoje milczenie czasami kogoś nie kosztuje? To są sytuacje, które znamy z mediów, ale które dzieją się też wokół nas. Pojawia się sytuacja, że żona była maltretowana, dziecko było bite, a sąsiedzi nic nie widzieli. „Kto by się spodziewał, że w tym domu obok jest jakaś przemoc?”. Albo sytuacje bardziej życiowe, z zakładu pracy. Zmienił się kierownik, pojawił się mobbing, nagłe zwolnienia, nękanie pracowników. Niektórzy nie widzą, wolą nie widzieć, żeby to ich nie dotyczyło. Bo jeśli się odezwą, mogą ponieść konsekwencje. Łatwiej jest po prostu nie widzieć, zamilknąć, nic nie powiedzieć.
Dzisiejsza Ewangelia pokazuje postawę tych złych ludzi — tych, którzy obserwowali Jezusa, którzy byli uwikłani, którzy nawet naradzali się ze zwolennikami Heroda. Przecież oburzali się na celników, że pracują dla okupanta, a sami, jako faryzeusze, naradzają się ze zwolennikami Heroda, czyli króla panującego w imieniu okupanta. To jest obłuda. Milczeli, ponieważ byli uwikłani w różne sprawy i nie potrafili zająć stanowiska.
Przyjrzyj się swojemu życiu. Czy czasami w sprawach, w których trzeba zabrać głos, należałoby opowiedzieć się po którejś stronie, nie milczysz — nie dlatego, że nie masz zdania, ale dlatego, że się boisz? Seneka, myśliciel i filozof z pierwszego wieku, mówił, że człowiek, który się boi, już jest niewolnikiem. Ten strach wprowadza zniewolenie, lęk. Człowiek, który się boi, nie jest już wolny, nie potrafi swobodnie mówić o swoich przekonaniach ani wyrażać siebie.
Zobacz, jeśli pojawi się sytuacja, w której zamilkniesz, przyjrzyj się potem na modlitwie temu, co działo się w twoim sercu. Czy nie stał za tym lęk, czy nie było tam strachu? Jeśli tak, oddaj to Panu Bogu i zobacz, co możesz w tej sprawie zrobić.