Kiedy pewnego szabatu Jezus przechodził wśród zbóż, Jego uczniowie, idąc, zaczęli zrywać i wyłuskiwać kłosy. Wtedy faryzeusze powiedzieli: dlaczego oni robią to w szabat? Przecież tego nie wolno robić. Zobaczmy, jak bardzo się oburzyli. Pan Jezus później im to tłumaczy, odnosząc się do Starego Testamentu, i puentuje: „Szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu”.
Tak sobie myślałem: wczoraj była Ewangelia o poście, dzisiaj o szabacie, czyli o przeżywaniu postu i przeżywaniu świętowania, dnia wolnego. Gdyby w Polsce biskupi zlikwidowali post piątkowy, to większość ludzi nie miałaby się z czego spowiadać. Mnie to osobiście irytuje, ale naprawdę wielu ludzi potrafi rozkminiać, czy pasztetowa to już jest mięso, czy kaszankę można zjeść w piątek, ile mięsa jest w parówkach. To jest naprawdę dylemat wielu ludzi: czy mogą zjeść tę kiełbasę w piątek, czy nie.
W Polsce póki co jeszcze jest ten post piątkowy. W wielu krajach po prostu go nie ma, ale u nas tak to się utarło i raczej nikt z biskupów tego nie zreformuje. To pokazuje pewną mentalność, gdzie przestajemy się skupiać na istocie piątkowego postu, a stało się to jakimś takim papierkiem lakmusowym: kto nie je kiełbasy, ten jest katolikiem, a kto ją zjadł, to teraz musi szybko iść do konfesjonału, do spowiedzi. Tak to ludzie przeżywają. Nie chodzi mi o to, co ja o tym sądzę, ale o odbiór wielu, wielu katolików, żyjących właśnie tak dosyć powierzchownie.
Druga rzecz to chociażby niedziela. Pan Jezus mówi tutaj konkretnie o sytuacji, kiedy Dawid wszedł i zjadł chleby pokładne. Faryzeusze gorszą się nawet tym zrywaniem kłosów. Później trzeba było je jeszcze rozgnieść, żeby zjeść, żeby plewy gdzieś odleciały i żeby wydobyć ziarno. To ich oburzało.
Wielu ludzi także dzisiaj gorszy się kolejnymi sytuacjami: że ktoś używa pralki albo kosi trawnik w niedzielę. Naprawdę mają takie dylematy. A znowu nie jest to kwestia jakiegoś konkretnego czynu, ale podejścia — czym to jest dla mnie. Jeśli ktoś pracuje cały tydzień przy biurku, to skoszenie trawnika w niedzielę, oczywiście jeśli nie przeszkadza sąsiadom, będzie po prostu relaksem, sytuacją, w której może odżyć inaczej, gdzie pracują inne mięśnie i człowiek się fizycznie porusza.
Jeśli jednak byłaby to sytuacja, że ktoś — na przykład ojciec — ma zająć się dziećmi, a żeby tylko uciec od rodziny, bierze kosiarkę i idzie kosić trawę, to wiadomo, że na taką sytuację patrzymy już inaczej. Podobnie jest z pralką, którą dziś uruchamia się jednym przyciskiem, a w mentalności niektórych to nadal wielka praca wykonywana w niedzielę.
Takich przykładów można mnożyć i każdy ma ich mnóstwo ze swojego życia. Nie chodzi więc o konkretny czyn, ale o moją mentalność, o to, czym to jest dla mnie. Czy jest to świętowanie szabatu — który dla Żydów był dniem wolnym, sobotą — a dla nas jest niedzielą, dniem świątecznym, dniem Pańskim? Czy poprzez jakąś pracę, którą wykonuję, oddaję chwałę Bogu, czy po prostu relaksuję się i odpoczywam? Czy jest to rzeczywiście praca, którą można było wykonać w tygodniu?
Jest jeszcze kwestia chodzenia w niedzielę na zakupy. Ilu katolików jest przekonanych, że skoro jest niedziela handlowa, to można iść na zakupy. Nie będę już poruszał szeroko tematu handlu w niedzielę, ale dam osobiste świadectwo. W niedzielę na zakupy nie chodzę, ponieważ uważam, że pracownicy mają prawo do odpoczynku i do spędzania czasu z rodzinami. To jest mój świadomy wybór.
Niech ta dzisiejsza Ewangelia, mówiąca o szabacie, o świętowaniu dnia wolnego, dnia Pańskiego — w naszym rozumieniu niedzieli — razem z wczorajszą Ewangelią o przeżywaniu postu, przypomina nam, że chodzi o pewną jakość i nastawienie, o to, jak przeżywamy konkretne czynności, a nie tylko o samą czynność.