Dziękuję Państwu za kolędę, tu obrazek pamiątkowy. Do zobaczenia w przyszłym roku, niech Pan Bóg błogosławi.
A jeszcze jedno pytanie Państwo mają: dlaczego do sąsiadów wszedłem, skoro do kościoła nie chodzą? Takie pytania na kolędzie zdarzają się bardzo często. „Ale księdza, oni nie mają ślubu, oni nie chodzą do kościoła. Po co ksiądz wchodzi do ich domów?”
Dzisiejsza Ewangelia mówi też o zgorszeniu wśród faryzeuszów. Oto Jezus powołuje Lewiego, syna Alfeusza, który siedział na komorze celnej. Następnie przychodzi do niego do domu i czytamy, że przy stole siedziało mnóstwo Jego uczniów, celników oraz grzeszników. Tu pojawia się zgorszenie, bo byli tam także faryzeusze. Dlaczego On je i pije razem z grzesznikami i celnikami? Nie mogli tego zrozumieć. Jak ten Pan Jezus może chodzić do ludzi, których oni uważają za grzeszników?
Analogia aż nazbyt oczywista. Dwadzieścia wieków później niektórzy dziwią się, po co ksiądz wchodzi do tego domu. Oni w kościele, to już nie pamiętam, kiedy byli. Na szczęście w parafii, gdzie teraz posługuję, w Ujściu, mamy tradycyjną kolędę. Chodzimy od domu do domu, ministranci pukają, a tam, gdzie ktoś otworzy, tam wchodzimy.
W dużych miastach jest już trudniej. Są osiedla zamknięte, są kolędy na zaproszenie i tam ksiądz trafia generalnie do tych, którzy kochają Kościół, szanują proboszcza, gdzie panuje miła, rodzinna atmosfera. Tu natomiast trafiamy do różnych domów. Do tych, gdzie ksiądz jest przyjmowany jeszcze tradycyjnie, z pewnym szacunkiem, ale także do takich, gdzie można siekierę zawiesić w powietrzu, bo ludzie siedzą nabuzowani albo widać, że nie mają kontaktu z Kościołem i unikają trudnych rozmów.
Pomimo różnych sytuacji jest jednak ta przestrzeń spotkania. Księża nie żyją w jakiejś bańce tylko swoich wyznawców, tych, którzy ich popierają, ale trafiają do bardzo różnych domów. To jest piękne. To także czasem budzi kontrowersje wśród tych najbardziej pobożnych.
Wejdziemy do każdego domu, do wszystkich drzwi, które zostaną nam otworzone. Powiem nawet, że szczególnie lubię te domy, gdzie nie każdy się ze mną zgadza, gdzie jest okazja do rozmowy, do poszerzenia własnego spojrzenia, ale też do ukazania nauczania Kościoła czy horyzontów tym ludziom, którzy gdzieś coś usłyszeli od pobożnych sąsiadów, którzy już dawno ich skreślili, postawili krzyżyk, uznając, że to są poganie, grzesznicy.
Tak jak ci faryzeusze, którzy potrafili oceniać, że jedni są grzesznikami, bo wykonują zawód celnika, inni dlatego, że służą w wojsku. To byli ludzie przegrani, niemający szansy na kontakt z Bogiem. To sąsiedzkie oko również potrafi kogoś wykreślić i powiedzieć: nie, ci ludzie już do kościoła nie wrócą.
Po to jest spotkanie z księdzem. Najpierw błogosławieństwo domu, które należy się każdemu, kto drzwi otworzy, błogosławieństwo dla rodziny na nowy rok, ale także przestrzeń spotkania i dialogu. Jest to okazja, by wyjaśniać sprawy trudne, raniące, niedopowiedziane, czasem bardzo bolesne. W innej sytuacji moglibyśmy się nigdy nie spotkać, a tu pojawia się szansa rozmowy.
Niech ten czas odwiedzin kolędowych, duszpasterskich, będzie okazją do twórczej rozmowy, wymiany zdań, poznawania nauczania Kościoła. Nie jest to tylko czas odnotowania, kto przyjął kolędę, a kto nie, lecz czas cennego spotkania, które w innych okolicznościach mogłoby się nie wydarzyć. Ktoś się wstydzi podejść do księdza, ktoś boi się przyjść do kancelarii, ktoś nie potrafi się umówić na rozmowę.
Jest to, myślę, bardzo cenny czas. A jeśli oglądasz ten kanał na YouTubie i jesteś wśród tych, którzy surowo oceniają sąsiadów, pamiętaj, że to Pan Bóg ma prawo oceniać, a każdy człowiek, dopóki żyje, ma prawo się zmienić.
To, że ksiądz wchodzi do takiego domu, nie jest aprobatą życia w grzechu ani zgodą na to, że ktoś nie chodzi do kościoła. Tak właśnie myśleli faryzeusze w dzisiejszej Ewangelii. Uważali, że skoro Pan Jezus zasiada do uczty, to akceptuje całe życie tych ludzi, ich sposób bycia i funkcjonowania.
Wejście do czyjegoś domu, wspólna modlitwa, zasiadanie przy stole nakrytym białym obrusem nie oznacza: żyjcie dalej w grzechu, żyjcie tak jak dotychczas. Oznacza pokazanie przestrzeni, że jesteście w Kościele i możecie swoje życie zmieniać. Czasem nie da się zmienić wszystkich okoliczności życia, ale zawsze można zmienić postawę: sposób kochania bliźnich, codzienną modlitwę, relację z Bogiem. Zawsze jest jakieś pole do pracy.
Można drugiego ocenić i powiedzieć: jest zły, jest grzesznikiem, nie chcemy mieć z nim nic wspólnego. Tak postępowali faryzeusze. My i oni. My dobrzy, oni źli grzesznicy. Taka pokusa pojawia się także wśród katolików. My chodzący do kościoła, a tamci źli, niedobrzy.
Tymczasem wszyscy razem jesteśmy we wspólnocie Kościoła. Wszyscy jesteśmy grzesznikami. Ci, którzy są dziś dalej, którzy jeszcze nie wszystko rozumieją, także mają prawo iść tą drogą i mają prawo się nawracać.