Każdego z nas kiedyś będą nosić na rękach. Dziś akurat miałem pogrzeb i tak sobie pomyślałem, że każdego z nas poniesie czterech ludzi profesjonalnie ubranych. Jeśli rodzina nie poprosi o spalenie ciała, wtedy panowie z zakładu pogrzebowego, czy też panie, bo i takie zakłady są, poniosą nas na rękach w trumnie.
Dzisiaj natomiast Ewangelia mówi o innej sytuacji, gdzie także czterech przyniosło swojego przyjaciela — tak się domyślamy, chociaż wprost nie jest to powiedziane. Oto przybyli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech ludzi. Znamy tę historię: rozbierają dach i spuszczają go na noszach tak, że ląduje bezpośrednio przed Jezusem.
Jezus, widząc ich wiarę, mówi do paralityka: odpuszczają się tobie twoje grzechy. Później, gdy pojawia się bunt, pewne szemranie — z jakiej racji odpuszcza grzechy — Jezus zwraca się ponownie do paralityka, mówiąc: rozkazuję ci, wstań, weź swoje nosze i idź do domu.
Chciałbym zwrócić dzisiaj uwagę na tych czworo ludzi. Jezus, widząc ich wiarę, zareagował i uzdrowił tego człowieka, najpierw odpuszczając mu grzechy. Ten bardzo pragmatyczny fakt łączy się z tym, do czego na początku się odwołałem, czyli z liturgią pogrzebową. Jeśli rodzina zapłaci, profesjonalnie kiedyś nasze ciało zaniosą i złożą do grobu. Wcześniej jednak, w różnych sytuacjach życiowych, jak bardzo chcielibyśmy, żeby znalazło się chociaż tych czterech, którzy nam pomogą.
Gdy wylądujemy w szpitalu, zanim umrzemy, będziemy potrzebowali pomocy — czasami bardzo realnej: żeby ktoś coś przyniósł, zrobił zakupy, pomógł, nawet pościelił łóżko. Żeby mieć tych czterech. Ilu z nas by chciało? Ciekawe, czy tylu byśmy znaleźli, gdybyśmy byli w realnej potrzebie. Już znalezienie jednej osoby byłoby czymś dobrym, a co dopiero czterech.
Tego wam życzę, żebyście tak żyli, aby w tych momentach trudnych znaleźli się ludzie, którzy bezinteresownie wam pomogą. Zakład pogrzebowy kiedyś zrobi swoje. Gdy trafimy do szpitala albo na rehabilitację, tam także spotkamy ludzi, którzy pomogą, ale będą to osoby opłacone, działające profesjonalnie. Pozostaje pytanie: czy znajdziemy czterech przyjaciół, ludzi, którzy pomogą bez interesu, bez zapłaty?
Warto pójść jeszcze dalej i zapytać: czy ty byłbyś gotów pomóc drugiemu człowiekowi? Czy byłbyś gotów znaleźć się wśród tych czterech, a może nawet być tym jednym, który potrafi zorganizować pozostałych trzech?
Niech to dzisiejsze słowo Boże, tak bardzo namacalne i realne, ukaże potrzebę pomocy. Paralityk sam do Jezusa by nie trafił. Nie był w stanie się poruszać, nie był w stanie sobie poradzić. Dzięki tym czterem, którzy pokonali przeszkody, nie mogli przejść przez tłum, więc rozebrali dach i spuścili go na noszach, uzyskał pomoc.
Takich ludzi, takich przyjaciół tobie życzę. Jeszcze bardziej życzę jednak tego, abyś sam był takim człowiekiem — gotowym do pomocy.