Dziś w Ewangelii słyszymy o uzdrowieniu opętanego, albo inaczej – wprost o egzorcyzmie. Pan Jezus w Kafarnaum wypędza złego ducha, ale wcześniej zły duch wchodzi z Jezusem w dialog. Mówi: „Przyszedłeś nas zgubić”. W nowszych tłumaczeniach jest to zdanie oznajmujące. W dawnych było ono zdaniem pytającym: „Przyszedłeś nas zgubić?”. Forma oznajmująca zdecydowanie lepiej oddaje sens tego sformułowania: Przyszedłeś nas zgubić.
U świętego Marka w Ewangelii złe duchy prędzej rozpoznają świętość Jezusa niż ludzie. Zdanie oznajmujące Przyszedłeś nas zgubić stwierdza fakt posłannictwa Syna Bożego, który przyszedł, aby zniszczyć działanie złego ducha.
Dzisiaj chciałbym posłużyć się pewnym cytatem. Na obrzeżach Bydgoszczy, niedaleko obwodnicy, znajduje się karczma Rzym – zresztą polecam. W środku jest wiele belek z różnymi napisami, takimi mądrościami ludowymi. Między innymi widnieje tam zdanie: „Nie weźmie diabeł złego, bo wie, że jest jego”. To genialna myśl, myśl ludowa, ale jak najbardziej można ją odnieść do Ewangelii.
Zobaczmy: zły duch opętał człowieka i w konfrontacji z Jezusem zaczyna się ujawniać. Zły duch, który działa w życiu człowieka, ściąga go w dół, wprowadza w grzech, ujawnia się dopiero w konfrontacji z dobrem – z Panem Bogiem, z Jezusem. Jeśli ma człowieka w garści, można powiedzieć, że nie będzie się szczególnie afiszował. Nie musi brać złego, bo wie, że jest jego.
Przykłady? Weźmy chociażby rozwody. Komuś posypała się rodzina, ktoś wpadł w alkoholizm, zbankrutował, wpadł w narkomanię. Rzadko bywa tak, że to przychodzi nagle. Najczęściej zły duch nie atakuje wprost, lecz działa powoli, systematycznie ściągając człowieka w dół. Piękne, młode małżeństwo, niedawno ślub kościelny, ale pojawia się pokusa: ten ksiądz jest głupi, do kościoła nie warto chodzić, po co tam iść. Potem przychodzi kolejna myśl: twoja żona jest głupia, zobacz, co wygaduje, dzieci cię nie szanują. Zły duch powoli zaczyna sączyć swój jad, zaczyna otaczać człowieka złem, aż w pewnym momencie pada decyzja: zostawiam rodzinę, zostawiam żonę, nigdy jej nie kochałem – i człowiek odchodzi.
Zaczyna się wychodzenie do baru: jedno piwo po pracy, potem drugie, a w końcu przekonanie, że w barze są lepsi kumple niż w domu. Po jakimś czasie bar staje się domem. Nie weźmie diabeł złego, bo wie, że jest jego. To dokładnie to, co można by nazwać – markowo – przyszedłeś nas zgubić.
Gdy dobro zaczyna konfrontować się z życiem takiego człowieka, dopiero wtedy pojawia się agresja, złość, niechęć. Zły duch widzi wtedy, że ktoś zaczyna mu tego człowieka odbierać. To jest paradoksalne, ale tak to funkcjonuje. Jeśli zły duch ma do kogoś dostęp, jeśli człowiek żyje w grzechu, pojawiają się kolejne wady, kolejne grzechy, kolejne kłótnie. Wszystko się nawarstwia, a człowiek tego nie dostrzega, bo zły duch coraz szczelniej obudowuje go złem. Nie będzie go szczególnie atakował, bo wie, że on już jest jego.
Natomiast ci, którzy są bliżej Pana Boga, którzy starają się podejmować nawrócenie, bardzo często doświadczają intensywniejszych ataków złego ducha. Człowiek stara się iść ku Bogu, a nagle pojawia się większa pokusa, zniechęcenie, niepokój. Na szczęście te ataki przemijają, jeśli trwamy blisko Chrystusa.
Niech ta dzisiejsza Ewangelia według świętego Marka, ukazująca sposób, w jaki zły duch rozpoznaje świętość Chrystusa, będzie dla nas zachętą do wrażliwości na Jezusa i na świętość. Obyśmy nie dali się otoczyć złemu duchowi, bo wtedy nie będzie w nas gwałtownych reakcji. Nie weźmie diabeł złego, bo wie, że jest jego – w jego panowaniu.