Dzisiaj słyszymy o chrzcie Jezusa w Jordanie. Wszyscy ewangeliści opisali sytuację chrztu. Ewangelista Jan przedstawia ją trochę z perspektywy Jana Chrzciciela, natomiast ewangeliści Mateusz, Łukasz i Marek opisują wprost wydarzenie znad Jordanu.
Tylko ewangelista Mateusz, w tej Ewangelii, którą słyszymy dzisiaj w Kościele, dodaje na początku dialog Jezusa z Janem Chrzcicielem, którego nie ma w innych Ewangeliach. Na tym dialogu chciałbym się zatrzymać.
Jan broni się, mówiąc: „To ja powinienem przyjąć chrzest od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie”. Jezus odpowiada: „Zgódź się na to, gdyż teraz trzeba nam wypełnić całą tę powinność”. To jest tłumaczenie paulistów. W Biblii Tysiąclecia słyszymy: „trzeba wypełnić sprawiedliwość”.
Zauważmy, że początek jest sytuacją trochę konfliktową. Zaczynają się ustawiać racje: kto jest ważniejszy. Jan widzi, że Jezus jest Mesjaszem i nie godzi się na to, aby to on udzielał Mu chrztu.
To jest moment kluczowy. Jan miał rację – teologiczną rację. Pan Jezus także miał rację, bo chciał przyjąć chrzest od Jana Chrzciciela. Mogliby pozostać na poziomie swoich racji.
Tymczasem dochodzą do zgody. Jan ustępuje i wchodzą na wspólną drogę. Jezus mówi: „trzeba nam wypełnić”. Gdy wychodzą ze swoich racji i wchodzą na wspólną drogę, dopiero wtedy otwiera się niebo, zstępuje Duch Święty i Jezus zostaje objawiony jako Mesjasz, Syn Boży.
Przenieśmy to teraz do naszego życia. W małżeństwach, w konfliktach, bardzo często każda ze stron ma rację. Po kilku takich sytuacjach konflikt jest już na płaszczyźnie racji, a nie spojrzenia na wspólną drogę. Nie ma wtedy jedności, nie ma zgody.
Jan Chrzciciel miał rację, Jezus miał rację, ale w pewnym momencie Jezus przesuwa uwagę z racji na wspólne działanie.
Podobnie bywa w domu. Mąż zapracowuje się, nie ma go w domu, bierze nadgodziny, dużo zarabia – ma rację, bo chce utrzymać rodzinę i podnieść poziom życia.
Żona z drugiej strony narzeka, że jest sama, że tęskni, że dzieci nie widzą ojca – ona też ma rację. Pojawia się pytanie: co zrobią z tymi racjami? Czy jedno drugiemu będzie przez lata udowadniać, kto ma rację, czy spróbują ułożyć życie tak, aby było miejsce i na rodzinę, i na zabezpieczenie materialne?
Podobnie w wychowaniu dzieci. Rodzice bardzo często mają rację, bo widzą życie dziecka z perspektywy doświadczenia. Trzeba jednak pamiętać, że dziecko przeżywa swoje życie indywidualnie, poznaje świat, przeżywa emocje i lęki.
Jeśli wszystko opiera się wyłącznie na racjach, pojawia się konflikt. Nie ma pola na rozmowę, nie ma pola na budowanie relacji.
Dzisiejsza Ewangelia, to spotkanie Jezusa z Janem Chrzcicielem – na początku trochę konfliktowe – pokazuje nam, że nawet święte racje, jeśli prowadzą do konfrontacji, do wojny i do niezgody, niewiele dadzą.
Można mieć rację i jednocześnie nie wejść w relację z drugim człowiekiem. Można mieć rację i nie budować jedności.
Ważne jest szukanie wspólnej drogi: co z tych naszych racji możemy razem stworzyć, aby pójść dalej.