W dzisiejszym rozważaniu będzie nam towarzyszył motyw drogi. Gdy Jezus usłyszał o uwięzieniu Jana, odszedł do Galilei. Opuścił jednak Nazaret i zamieszkał w Kafarnaum. To jest dosyć istotne. Spróbujmy zobaczyć, kiedy i w jakim kontekście wszystko się dzieje.
Jan Chrzciciel został pojmany, a Jezus przechodzi na teren Galilei, ale nie zamieszkuje w swoim rodzinnym mieście. Nie zostaje w Nazarecie, lecz wybiera Kafarnaum. Wyobraźmy to sobie: Nazaret to miejscowość licząca około dwustu osób, bardzo mała osada. Gdyby Jezus tam pozostał, Jego słowo mogłoby najwyżej rezonować w gronie rodziny i najbliższych.
Przenosi się natomiast do Kafarnaum — i to nieprzypadkowo. Było to miasto graniczne, swoiste centrum łączące Galileę z Syrią, która leżała na północ. Dlatego później ewangelista napisze, że wieść o Jezusie rozeszła się także po Syrii. Nie tylko tam. Przez Kafarnaum przebiegał jeden z głównych szlaków komunikacyjnych ówczesnego świata — droga prowadząca z Egiptu do Mezopotamii, a w drugą stronę w kierunku Rzymu, przez Antiochię, stolicę Syrii.
Widać więc wyraźnie, że to miejsce nie było przypadkowe. Było to centrum komunikacyjne i handlowe tamtych czasów. Cokolwiek Jezus tam uczynił, wieść o Nim mogła rozejść się we wszystkich kierunkach ówczesnego świata. Dlatego Mateusz mówi o „Galilei pogan” — Jezus nie przemawiał już tylko do samych Izraelitów, ale Jego działalność od początku miała zasięg znacznie szerszy. To jeden wątek, bardzo ciekawy, misyjny.
Jest jednak także drugi. Jezus zamieszkał w Kafarnaum, osiedlił się tam. Próbowałem ustalić, jak długo mógł tam przebywać, ale jedno jest pewne: musiał gdzieś mieszkać. Okazuje się, że w Kafarnaum mieszkał również Piotr i najprawdopodobniej właśnie u niego Jezus się zatrzymał.
Tu pojawia się pytanie: skąd Jezus znał Piotra? Skąd ta śmiałość, by wejść do jego domu? W tym miejscu pojawia się kluczowy motyw drogi.
Jezus wcześniej spotkał Piotra i jego brata Andrzeja nad Jordanem, gdy byli uczniami Jana Chrzciciela. Później wracają oni do swojego życia, do swojej codzienności. Być może dzieje się to w momencie aresztowania Jana Chrzciciela albo tuż wcześniej. Jezus również dowiaduje się o jego uwięzieniu i przychodząc do Galilei, szukając dobrego miejsca, by rozpocząć swoją działalność misyjną, kieruje się do domu Piotra — człowieka, którego już zna.
To bardzo ważne: Jezus nie zamieszkuje u obcego. Zatrzymuje się u kogoś, z kim relacja zaczęła się wcześniej. Oczywiście nie mieszka tam na stałe — to raczej baza wypadowa na całą Galileę, dom Piotra.
Spójrzmy dalej. Czy w tym momencie Piotr był już apostołem? Odpowiedź brzmi: nie. Piotr poznał Jezusa nad Jordanem, wrócił do swojego życia i do pracy rybaka. Znali się, mieli relację, ale dopiero później przychodzi moment powołania. Jezus jeszcze raz spotyka go nad jeziorem i mówi: „Pójdź za Mną”. Dopiero wtedy w pełni można powiedzieć, że Piotr staje się uczniem Jezusa.
To jest bardzo istotne także dla naszego życia. Bardzo często jesteśmy blisko Jezusa — może nawet tak blisko jak Piotr, u którego Jezus mieszkał. Chodzimy do kościoła, modlimy się, praktykujemy. Moment powołania Piotra pokazuje jednak coś więcej: Piotr wchodzi na drogę z Jezusem.
Motyw drogi nie jest tu przypadkowy. Przez Kafarnaum przechodziły drogi prowadzące na cały świat. Od tego momentu Piotr również wchodzi na drogę — zaczyna chodzić z Jezusem, staje się Jego uczniem i apostołem.
To pytanie dotyczy także nas. Wielu z nas się modli, chodzi do kościoła, praktykuje. Warto jednak zapytać siebie: jak postrzegam swoje życie? Czy jest to życie, w którym mam swoje sprawy, a obok nich wykonuję czynności religijne? Czy raczej mam poczucie, że idę drogą razem z Jezusem, że idę za Nim?
Nie chodzi tu o „drogę” w sensie formalnym czy programowym, ale o drogę jako realizowanie swojego powołania. Warto zapytać siebie dzisiaj: jak widzę swoje życie? Czy widzę je statycznie — Jezus jest blisko, może nawet „mieszka” w moim domu? Czy widzę je dynamicznie — jako codzienne kroczenie za Jezusem, pokonywanie słabości, podejmowanie wyzwań i słuchanie tego, co podpowiada Duch Święty?
Istotą naszej wiary nie jest tylko statyczne bycie, praktykowanie i spełnianie uczynków pobożnych jako dodatku do życia. Istotą jest codzienne kroczenie za Jezusem i szukanie Jego dróg.
Czy masz w sobie takie poczucie, że idziesz z Nim?