Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Wiemy, że ten tekst Ewangelii według świętego Jana pod pojęciem „Słowo” ukrywa Chrystusa – Logos, drugą osobę Trójcy Świętej, Tego, który jest początkiem wszystkiego. To w Chrystusie został stworzony świat. Pan Bóg w swoim zamyśle miał koncepcję utworzenia najpierw tej rzeczywistości materialnej, nieożywionej, później ożywionej – zwierząt – aż w końcu, jako zwieńczenia całego stworzenia, człowieka. Tak wierzymy, że w Chrystusie, w stwórczym Słowie, zaistniał świat.
Ten tekst pojawia się ostatnio często w liturgii. Trzydziestego pierwszego grudnia ubiegłego roku, gdy go komentowałem, zwróciłem też uwagę na nasze słowa, które wprawdzie nie mają mocy stwórczej, ale mają moc twórczą. Zwłaszcza w kontekście postanowień noworocznych – poprzez nasze słowo, które wypowiadamy, postanowienie albo mogło stworzyć się coś nowego, co będzie dalej realizowane, albo niestety – dzisiaj, czwartego stycznia – niektórzy już o postanowieniach zapomnieli, gdzieś upadli. Nasze słowo ma moc twórczą.
Nasze słowo może zmieniać nasze życie, jakość naszego życia, jeśli wprowadzimy je w codzienność, oczywiście z Bożą łaską i pomocą, bo samemu człowiek niewiele tutaj często zdziała. Ale dzisiaj, rozmyślając nad tym tekstem, myślę, że możemy zejść jeszcze głębiej. Zobaczmy to Słowo w kontekście Mszy Świętej. W Ewangelii czytamy: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”.
Podczas Mszy Świętej słyszymy słowa kapłana, który podczas przeistoczenia – wierzymy, że nie własną mocą, ale mocą Ducha Świętego – ten kawałek chleba przeistacza w Ciało Chrystusa. Taka jest wiara katolicka. Podczas udzielania rozgrzeszenia kapłan, w imieniu Chrystusa, udziela rozgrzeszenia. Podczas wszystkich sakramentów, chociaż byśmy powiedzieli, że to jest zwykłe, ludzkie słowo, jeśli jest ono zgodne z rubrykami, z tym, co przewidział Kościół, wierzymy, że w tym momencie przez to słowo działa Pan Bóg.
Niech ta dzisiejsza refleksja nad tym, czym jest słowo, będzie dla nas zachętą do docenienia: po pierwsze – Logos Chrystusa, Słowa, które ma moc stwórczą; po drugie – naszego słowa, naszych postanowień, wagi naszych słów; ale też tego Słowa, które w momencie wypowiadania formuły sakramentalnej sprowadza tu, na ziemię, konkretne łaski. Chociażby na przykład słowo błogosławieństwa na końcu Mszy Świętej. To nie jest tylko: „życzę wam wszystkiego dobrego, idźcie do domu”, ale to jest konkretne błogosławieństwo spływające od Pana Boga.
Teraz już na koniec – o tych postanowieniach. Mówiłem, że niektórym już może nie wyszły. Tym się nie przejmujcie, bo czasami człowiek chce mieć wszystko czarno-biało w życiu poukładane: albo się uda, albo się nie uda. A może postanowienie było złe? To tak, jakby ktoś sobie postanowił, że w nowym roku już nigdy się nie przeziębi. Absurdalne postanowienie. Można natomiast postanowić: w nowym roku zadbam o zdrowie, będę się cieplej ubierał, zakładał czapkę, rękawiczki – i tyle. Dzięki temu postanowieniu może się nie przeziębisz.
Tym, którzy upadli, życzę sił. Tym, którzy trwają – jeszcze więcej. Proście Pana Boga o błogosławieństwo, bo człowiek sam często jest zbyt słaby, żeby wytrwać w swoich słowach.