Kim jesteś?
Takie pytanie zadają dzisiaj wysłannicy Janowi Chrzcicielowi. Na początku on odpowiada wymijająco, mówiąc, kim nie jest, ale oni drążą temat dalej: Kim jesteś, abyśmy mogli dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali? Co mówisz sam o sobie? Tak czytamy dzisiaj w Piśmie Świętym. Jan Chrzciciel, prorok stojący na granicy Starego i Nowego Testamentu, ten, który przedstawił Chrystusa jako Baranka Bożego, mówi dalej o swoim posłannictwie.
Dzisiaj chciałbym skupić się właśnie na tym pytaniu: kim jesteś? Jezusa również wielokrotnie pytano o to, kim jest. Pytano: Kim On właściwie jest? Herod dopytywał: Kim jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę? Sam Jezus pytał uczniów: Za kogo ludzie Mnie uważają? A potem zadawał pytanie jeszcze bardziej osobiste: A wy za kogo Mnie uważacie?
Na co dzień na pytanie „kim jesteś?” odpowiadamy na różnych płaszczyznach. Gdy ktoś nas zaczepi na ulicy, często przedstawiamy się imieniem i nazwiskiem, czasem funkcją albo miejscem zamieszkania. Ktoś powie: jestem Kujawiakiem, jak ja, Wielkopolaninem, mieszkam w mieście, pracuję, studiuję. To są rzeczy, które w pewien sposób nas określają. Także relacje z ludźmi, z którymi jesteśmy bliżej, jakoś nas określają. Mówimy o sobie: jestem leniwy, jestem nerwusem. Inni mówią: jestem solidny — zwłaszcza wtedy, gdy chcą zareklamować swoje usługi.
Ale ważniejsze jest pytanie nie o to, jak widzą nas inni, tylko kim jesteś, które przychodzi do nas wtedy, gdy jesteśmy sami. Na przykład na modlitwie albo wtedy, gdy rozmyślamy nad swoim życiem. Jak widzę samego siebie? Jak siebie postrzegam? Gdy rozmawiam z ludźmi, nieraz nie mogę się nadziwić, jak niektórzy określają samych siebie, zupełnie siebie nie znając. Chyba najprościej tak to ująć.
Kiedy ktoś mówi: synowa mnie nie docenia, ja tyle dla nich robię, troszczę się, wszystkiego dopilnuję, zawsze pomogę, a z zewnątrz widać, że jest to osoba wyjątkowo wścibska, która nie daje młodym żyć. W swoim wewnętrznym przekonaniu ona jednak czyni dobro, kocha. I zobaczmy: od tego, jak postrzega samą siebie, zależy to, jak funkcjonuje. Można jej zwracać uwagę, że się wtrąca, że ingeruje w życie młodych, ale ona tego nie widzi, bo siebie postrzega jako tę, która wychodzi z sercem na dłoni, a ciągle jest odrzucana i raniona.
Podobnie jest wtedy, gdy ktoś mówi o sobie: nie, ja się do tego nie nadaję, ja nie mam talentu, ja wszystko robię źle. Wtedy wiadomo, że od takiej osoby trudno się spodziewać jakiegoś zaangażowania. Bo tak, jak człowiek postrzega samego siebie, tak będzie funkcjonował. Gdy stajemy przed Panem Bogiem albo gdy rozmyślamy nad swoim życiem, zobaczmy, jak często właśnie tym postrzeganiem siebie budujemy wewnętrzną klatkę swoich ograniczeń.
Oczywiście każdy z nas ma swoje ograniczenia, jakąś górną granicę zdolności, umiejętności i talentów, ale bardzo ważne jest rozeznawanie i akceptowanie tego, kim jestem. Bo jeśli źle postrzegam siebie, jeśli nie znam swoich możliwości, wtedy bardzo łatwo albo przeholować, albo żyć poniżej swoich możliwości. A wtedy pojawia się frustracja, złość, niespełnienie, ucieczka w nałogi, bylejakość.
Może więc przejdźmy jeszcze bardziej egzystencjalnie i postawmy sobie to pytanie w obecności Boga, na modlitwie, już bardzo konkretnie: kim jestem? Bez Boga może przyjść zniechęcenie i zobaczenie jedynie swoich słabości, bo przecież każdy z nas je ma. Ale w Bogu wszystko wygląda inaczej. To, co złe i grzeszne, zawsze można wynieść przed miłosierdzie Boże. Zresztą dzisiaj pierwszy piątek miesiąca, za chwilę mamy spowiedź.
A to, co dobre, to, co gdzieś się w nas tli, te zalążki dobra, których często nie potrafimy na początku pokazać światu, bo ludzie potrafią wszystko zadeptać i wyśmiać, w oczach Boga może zacząć kwitnąć i rosnąć. Wtedy otrzymujemy siłę, by rozwijać także te ukryte talenty, które nosimy w sobie.
Niech to dzisiejsze rozważanie będzie dla nas zachętą do odważnego stawiania sobie pytania: kim jestem. Bo od tego, jak siebie postrzegasz, zależy to, jak funkcjonujesz. Zależy twoje życie.
Zatrzymaj się dziś przy tym pytaniu.