„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo.” Ten fragment Ewangelii słyszymy w ostatni dzień roku, 31 grudnia, Anno Domini 2025. Następnie słyszymy słowa: „Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie.”
Święty Jan zapisuje to słowo wielką literą, ponieważ nie chodzi o zwykłe słowo, lecz o Logos — o Chrystusa. Chrystus zostaje nazwany Słowem Boga. Jako druga Osoba Trójcy Świętej narodził się fizycznie w Betlejem, przyjmując ludzkie ciało, a jednocześnie jako odwieczny Bóg istnieje od zawsze, razem z Ojcem i Duchem Świętym. To właśnie przez Niego wszystko otrzymało początek, zaistniało i zaczęło się rozwijać. Dzięki Niemu także my istniejemy.
Te słowa dzisiejszej Ewangelii w pewien sposób mnie zaintrygowały i zainspirowały. Nie tyle do teologicznego zgłębiania Chrystusa jako Słowa dającego życie, ile do zatrzymania się nad samym pojęciem początku. W Nim było życie — w tym Słowie został zapoczątkowany zalążek wszelkiego istnienia: świata, życia na ziemi oraz istnienia człowieka.
Ta myśl poprowadziła mnie dalej, ku refleksji nad słowem, ale już pisanym małą literą — nad naszym słowem. Tę Ewangelię czytamy w Sylwestra rano, w ostatni dzień roku. To moment, w którym w głowach rodzą się nowe myśli, plany i postanowienia. Pojawia się pragnienie nowego początku, potrzeba spróbowania jeszcze raz, podjęcia czegoś od nowa.
Ten motyw początku, postanowień i nowego etapu, zestawiony z absolutnym początkiem wszystkiego, gdy Słowo było u Boga, podsunął mi myśl, że także nasze słowo posiada pewną moc twórczą. Nie jest to oczywiście moc Słowa Chrystusa, który jako Bóg jest Stwórcą. Jest to jednak realna, ludzka moc, ponieważ również my coś tworzymy, zaczynając od słowa.
Najpierw pojawia się myśl i zamysł. Następnie przychodzi wypowiedziane słowo, które te zamiary porządkuje i nazywa. W ten sposób wprowadzamy je w czyn — albo pozwalamy im pozostać jedynie deklaracją. Początek roku pokazuje to bardzo wyraźnie. Pojawia się zapał i postanowienia noworoczne, a po kilku dniach, czasami po kilku tygodniach, rodzi się pytanie, czy w ogóle jakieś postanowienie zostało podjęte. Zdarza się, że ktoś nam o nim przypomina, a wtedy pojawia się zdziwienie, ponieważ wypowiedziane słowo nie doczekało się realizacji.
Ta dzisiejsza refleksja, przeżywana na progu kolejnego roku życia, niech stanie się zachętą do zatrzymania się nad słowem. Warto spojrzeć na słowa postanowień, które wypowiadamy. Traktowane poważnie mogą mieć w sobie twórczą moc kształtowania nowej rzeczywistości wokół nas. Do tego potrzebna jest jednak wytrwałość, siła i zapał, a nade wszystko Boże błogosławieństwo.
O to prośmy Chrystusa, aby nadawał wagę naszym słowom i udzielał nam siły, dzięki której będziemy mieli mieli wewnętrzną moc przemieniać nasze słowa na konkretne czyny, realizację postanowień.