Kapłan imieniem Zachariasz, jak czytamy, dostąpił niebywałego zaszczytu. W świątyni jerozolimskiej, pełniąc swoją służbę, miał złożyć ofiarę kadzenia. Okazuje się, że niektórzy kapłani przez całe swoje życie nigdy nie dostąpili takiego wyróżnienia. Zachariasz natomiast, jak podaje tekst biblijny, był w podeszłym wieku, a zatem długo czekał na ten moment.
Gdy wreszcie otrzymał to szczególne wyróżnienie, składa ofiarę. Lud w tym czasie modli się na zewnątrz z wielką wiarą i ufnością, że właśnie ten kapłan, w ich imieniu, przedstawia Panu Bogu ich intencje. Jest pośrednikiem, wstawia się za nimi u Boga.
W tym momencie wydarza się coś niezwykłego. Zachariaszowi objawia się Archanioł Gabriel. Ewangelista zapisuje krótko: „Przeraził się Zachariasz na ten widok i strach padł na niego”. Jego reakcja okazuje się jednak zupełnie inna niż reakcja Maryi na objawienie Archanioła Gabriela. Maryja zaufała, mówiąc: „Niech mi się stanie według słowa Twego”. Zachariasz natomiast żąda znaku. Nie dowierza. Pyta: „Po czym to poznam, bo sam jestem stary i moja żona jest w podeszłym wieku”.
Archanioł Gabriel odpowiada jasno: „Twoja prośba została wysłuchana”. Oznacza to, że Zachariasz kiedyś modlił się o dar potomstwa. Była to modlitwa sprzed wielu lat, która z czasem mogła ucichnąć i stać się jedynie wspomnieniem dawnej nadziei. Mogło pojawić się zwątpienie, a może zwyczajne pogodzenie się z losem i przekonanie, że Pan Bóg w tej sprawie już nie zadziała.
Nagle jego sytuacja zmienia się w sposób diametralny. Zupełnie niespodziewanie Pan Bóg przychodzi z odpowiedzią.
W tej scenie widać wyraźny kontrast. Z jednej strony pojawia się wiara ludu Bożego, który modli się na zewnątrz świątyni z ufnością i wytrwałością. Z drugiej strony stoi kapłan, który w ich imieniu składa ofiarę, a w tym momencie sam okazuje wątpliwość i domaga się znaku.
Ten obraz prowadzi nas bardzo blisko rzeczywistości Kościoła także dzisiaj, do naszego doświadczenia Mszy Świętej.
Zdarza się, że lud modli się gorliwie. Ludzie klęczą z wiarą, proszą Pana Boga, często w bardzo trudnych momentach swojego życia. Natomiast kapłan stojący przy ołtarzu może jednak sprawiać wrażenie nieobecnego, obojętnego, rozkojarzonego, jakby myślami był zupełnie gdzie indziej.
Niektóre wspólnoty doświadczyły sytuacji szczególnie bolesnych. Bywali kapłani, którzy jednego dnia sprawowali Eucharystię, a następnego dnia odwieszali sutannę i odchodzili z kapłaństwa. Zdarzały się także przypadki aresztowań księży pod zarzutem ciężkich przestępstw. Takie wydarzenia wstrząsają wspólnotą i rodzą bardzo konkretne pytania.
Czy taka Msza Święta jest ważna?
Czy sakrament działa, skoro kapłan przeżywa kryzys wiary, zmęczenie i brak gorliwości?
Nauczanie Kościoła rzymskokatolickiego daje w tej kwestii jasną odpowiedź. Wskazuje na dwie zasady. Pierwsza to ex opere operato – sakrament działa mocą samego Chrystusa, a nie kondycją moralną czy duchową kapłana. Druga to ex opere operantis – owocność sakramentu zależy także od dyspozycji tego, kto go przyjmuje.
Oznacza to, że nawet jeśli kapłan przeżywa trudności, kryzys wiary czy ludzkie zmęczenie, a posiada ważne święcenia kapłańskie, sakrament pozostaje ważny. Chrystus działa mocą sakramentu, a nie mocą konkretnego człowieka.
Oczywiście dobrze by było, aby kapłan był człowiekiem modlitwy, człowiekiem wiary i głębokiego życia duchowego. Zawsze jednak, gdy wypowiada słowa i wykonuje gesty zgodnie z przepisami Kościoła, sakrament jest w pełni ważny i Chrystus rzeczywiście przychodzi.
Zdarza się nawet, że wiara ludu okazuje się mocniejsza niż wiara kapłana. Podobnie było w świątyni jerozolimskiej. Zachariasz, pomimo wielu lat służby przy ołtarzu i szczególnego wyróżnienia, w tym momencie nie dowierzał i zażądał znaku. Lud natomiast trwał na modlitwie.
Trzeba to powiedzieć jasno, aby uniknąć nieporozumień. Nie chodzi tu o usprawiedliwianie braku wiary kapłana, zaniedbań formacyjnych czy duchowej bylejakości. Chodzi o pewność, że sakrament jest ważny niezależnie od kondycji duchowej tego, który go sprawuje.
Bóg jest wierny i doskonale zna ludzką słabość. Patrzy realistycznie na życie i na świat. Chrystus, który pozostawił nam siebie w sakramentach, działa zawsze. Dotyczy to zarówno Mszy Świętej, jak i spowiedzi. Nawet jeśli kapłan w swoim życiu osobistym moralnie odbiega od zasad, które głosi, udzielając rozgrzeszenia w imieniu Kościoła, rzeczywiście w imieniu Chrystusa odpuszcza grzechy. To rozgrzeszenie jest ważne.
Chrystus działa w sakramentach nie dzięki doskonałości człowieka, ale mocą samego sakramentu.