Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie — mówi Jezus. Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Czuwajcie, czuwajcie i czuwajcie... Ostatnio wciąż słyszymy to wezwanie. Pan Jezus nieustannie kieruje je do nas. I dziś ponownie przywołuje obraz gospodarza, który — gdyby znał godzinę — czuwałby i nie pozwoliłby złodziejowi wejść do domu. Czyli co? Nie powinniśmy spać, tylko czuwać? Bo może ktoś akurat tej nocy się do nas włamie? Oczywiście, że nie!
Czuwajcie — to jedno z najczęściej powracających słów Jezusa. Wzywa nas do czuwania w kontekście swojego powtórnego przyjścia, w kontekście naszej śmierci, ale także w kontekście codziennego przychodzenia Pana Boga, abyśmy byli na Niego wrażliwi. Czuwanie nie ma więc nic wspólnego ze strachem czy nieustannym napięciem. Bo jeśli wyrwiemy ten fragment z kontekstu — zwłaszcza obraz włamania — mogłoby się wydawać, że mamy żyć w ciągłym lęku, nerwicy, podejrzliwości, „bo coś się stanie”. Nie o to chodzi.
To czuwanie całkiem innego typu. Mamy być gotowi. Mamy trwać w tym, do czego jesteśmy powołani, w tym, co jest naszym zadaniem. Czuwanie to uważność na pokusy, rozeznawanie dobra, troska o unikanie grzechu. To także świadome życie, odpowiedzialność za swoje decyzje, wrażliwość na to, co duchowe, na Pana Boga, a także nieodkładanie ważnych spraw na później. W takim biblijnym rozumieniu czuwanie nie ma nic wspólnego z nadwrażliwością czy lękiem. To postawa życia zgodna z przykazaniami — tak, aby w każdej chwili być gotowym na spotkanie z Chrystusem i aby zastał nas — jakby to ująć? O! Mam! — w najlepszej możliwej kondycji naszej wiary.