Idź na całość.

Idź na całość.
*Ilustracja podglądowa, wygenerowana za pomocą AI

Ewangelia na dzień – 24 listopada 2025 (Łk 21,1-4)

Tekst Ewangelii

24 listopada 2025 Poniedziałek XXXIV tydzień zwykły

Łk 21,1-4

Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki. I rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”.

Słuchaj

Rozważanie do Ewangelii w formie audio.

Czytaj

Rozważanie z:

Idź na całość.

„Na miły Bóg, Życie nie tylko po to jest, by brać, Życie nie po to, by bezczynnie trwać, I aby żyć — siebie samego trzeba dać.” To słowa z utworu Stanisława Soyki „Tolerancja”, idealnie wręcz ukazujące sens dzisiejszego fragmentu biblijnego — do nich jeszcze wrócę. Jezus, wchodząc do świątyni, dostrzegł skarbony, do których bogaci wrzucali swoje ofiary. Zwrócił też uwagę na ubogą wdowę, która wrzuciła dwa pieniążki. Pochwalił ją publicznie, mówiąc: wszyscy wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało, a ta — ze swego niedostatku — wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie. Gdy przeczytałem ten tekst, niemalże od razu pomyślałem właśnie o biedzie, o ubóstwie, o tej wdowie, która już nic nie miała. Nawet zacząłem generować w ChatGPT ilustracje na moją stronę — ubogiej rodziny, w starym, zapuszczonym domu, z piecem kaflowym. I gdy czat wygenerował obraz, tak mnie zastanowiło, że znowu poszedłem w stronę stereotypów, bo dlaczego tylko na sferze biedy się skupiam? I wtedy przyszedł mi na myśl fragment z Dziadów Mickiewicza. Myślę, że go doskonale kojarzymy — gdy anioł mówi: „Kto nie doznał goryczy ni razu, ten nie dozna słodyczy w niebie.” To odniesienie do postaci Rózi, duszy zmarłego dziecka, które się błąkało. To myślenie ludowe, takie po prostu ludzkie, przenika do nas i uważamy czasami, że najpierw trzeba cierpieć, żeby dopiero potem otrzymać tę chwałę nieba. Ruzia to dusza kilkuletniej dziewczynki, dziecka bardzo dobrego, posłusznego, kochanego, którego życie było wręcz idealne. Była kochana, nigdy nie miała żadnych trudności, zmarła niestety jako dziecko. I w tej logice — podkreślam, tylko ludowej — nie mogła wstąpić do nieba, ponieważ nie doznała goryczy trudności na ziemi. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z teologią, bo my wierzymy, że dzieci ochrzczone idą bezpośrednio do nieba, jeśli umrą, a wobec dzieci nieochrzczonych — wierzymy w miłosierdzie Boże, że Pan Bóg również je przyjmie. Rozmawiam z wieloma ludźmi i często słyszę takie przekonanie, że w tym życiu trzeba cierpieć, żeby kiedyś Pan Bóg to wynagrodził, a prawdziwe szczęście czeka nas dopiero w niebie. I tu niestety moglibyśmy pójść tym ludowym tokiem rozumowania i całkowicie spłycić tekst — skupić się wyłącznie na biedzie tej wdowy. A tekst ten ma przesłanie o wiele głębsze. Nie chodzi o sam fakt posiadania czy biedę, ale o pełne wejście w swoją sytuację życiową. Stąd ten cytat piosenki na samym początku rozważania: aby żyć, siebie samego trzeba dać — czyli wchodzić w te różne relacje, sytuacje, w to, czym żyjemy. Czasami jest pokusa, żeby wchodzić w coś „jedną nogą”, żeby w razie czego się wycofać, tylko trochę dotknąć trudności. Często to też widzimy w ocenianiu życia drugiego człowieka. Wszyscy z boku komentują: „o, ja bym zrobił tak, ja bym zrobił tak, tu można podjąć taką decyzję”. Na wszystko ludzie mają recepty, chociaż kiedy patrzymy na ich życie, często swoich problemów nie potrafią rozwiązać. Jeśli natomiast przychodzi potrzeba udzielenia realnej pomocy, to nie ma na kogo liczyć. Zatem to patrzenie z boku nigdy nie jest adekwatne i nie ma co brać ocen drugiego człowieka do siebie. Ostatecznie najczęściej zostajemy sami z problemem i znalezieniem sposobu na jego rozwiązanie. Dopiero człowiek, który sam wchodzi w konkretną sytuację — czy to nagła utrata pracy, czy utrata majątku, pożar, śmierć dziecka — dopiero wtedy doświadcza realnie tego, o czym inni mówią z dystansu. Jest wiele trudnych, tragicznych sytuacji, które dotykają ludzi, i nie da się przed nimi uciec — trzeba w nie wejść. Czasami jest pokusa ucieczki w jakieś nałogi, w niedotknięcie tej rzeczywistości, w odsunięcie jej od siebie — a wtedy gromadzi się jeszcze więcej problemów. Ale Jezus, pokazując tę ubogą wdowę, zwraca uwagę na to, że ona weszła całkowicie w sytuację, w której się znalazła. Mogłaby te dwa pieniążki gdzieś schować, zakitrać, jak to mówimy w Wielkopolsce i na Kujawach — może miałaby jutro na chleb. Ale kolejnego dnia znowu byłaby bez środków do życia. I ona oddała to wszystko, zaufała, że jutro jakoś zdobędzie te pieniądze i że Pan Bóg jej pobłogosławi. Zatem niech to dzisiejsze Słowo Boże, ta pochwała postawy ubogiej wdowy, będzie dla nas zachętą, żeby nie stać z boku, ale wchodzić w życie, w sytuacje, które nas spotykają, angażować się. Bo czasami można do wiary podchodzić w taki sposób lękowy — cały czas z boku obawiać się, czy to już jest grzech, czy nie, czy gdzieś nie przekroczyłem jakiejś linii, czy Pan Bóg się nie pogniewa. A nieraz trzeba po prostu wejść z impetem, całym sobą — tak jak ta wdowa wszystko oddała, ufając Panu Bogu. Tak samo ty wchodź w rzeczywistość, w której Pan Bóg cię stawia. Idź na całość. ---HTML---

Archiwalne rozważania do tego fragmentu biblijnego:

Oglądaj

Brak wideo dla tego rozważania.

Co dalej?