Jezus mówi dzisiaj przypowieść o królu, który po powrocie brutalnie rozlicza się ze swoimi przeciwnikami. „Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie na moich oczach”.
Słowa Jezusa aż mrożą krew w żyłach, i możemy się zastanawiać: czy naprawdę Jezus mógł wypowiedzieć takie słowa? Sprawdziłem w innych tłumaczeniach — czy może Biblia Tysiąclecia źle przełożyła ten fragment — ale okazuje się, że nie.
Biblia Warszawska mówi: „pozabijajcie na moich oczach”.
Biblia Warszawsko-Praska: „zabijcie w mojej obecności”.
Biblia Poznańska: „zgładźcie ich na moich oczach”.
Przekład Ekumeniczny: „zabijcie w mojej obecności”.
Szczerze mówiąc, jeśli ktoś pierwszy raz słucha Ewangelii i usłyszy taki fragment, może go to naprawdę zmrozić i przerazić. Skąd w ustach Jezusa takie słowa?
Najpierw przede wszystkim musimy uświadomić sobie, że to jest przypowieść. Jeszcze gdy uczyłem w gimnazjum, jeden z uczniów, odpowiadając na pytanie o fragment Ewangelii z niedzieli, powiedział: „Pan Jezus kazał zabić swoich przeciwników”. I on był święcie przekonany, że tak właśnie powiedział Pan Jezus.
Mówię do niego: „Ale na logikę — czy Pan Jezus, który głosił miłosierdzie, mógłby coś takiego powiedzieć?” Klasa od razu załapała, że chodzi o przypowieść. Ten uczeń jednak nie do końca. Dlatego trzeba być uważnym i zawsze czytać zdanie, które ktoś podaje wyrywkowo, w całym kontekście wypowiedzi.
Pomimo tego, że to jest przypowieść, to jednak Pan Jezus mówi o zabiciu przeciwników. Spróbujmy więc zgłębić ten temat.
Tekst podobnej przypowieści znajdujemy w Ewangelii według świętego Mateusza. Tylko że tam jest mowa o talentach, a tutaj o minach. Tam jest wyrzucenie w ciemność sługi, który nic nie zrobił; tutaj — odebranie miny. I u Łukasza pojawia się dodatkowo motyw zemsty wobec przeciwników króla. U Mateusza nie ma mowy o żadnych przeciwnikach.
Bibliści są przekonani, że i Mateusz, i Łukasz czerpali z jednego wspólnego źródła, z pierwotnej historii, którą powiedział Pan Jezus. Jest bardzo prawdopodobne, że Łukasz dołożył ten fragment mówiący o buntownikach i ich zgładzeniu.
To opowiadanie może mieć odniesienie do historii. Herod Wielki zmarł w czwartym roku przed narodzeniem Chrystusa i pozostawił testament, zgodnie z którym Palestyna miała być podzielona pomiędzy jego trzech synów, a Judea przypadła Archelaosowi.
Zaczął on swoje rządy od krwawej rzezi trzech tysięcy Żydów podczas święta Paschy. Okazało się, że był jeszcze bardziej krwawy od swojego ojca. Z czasem zaczął rządzić coraz bardziej brutalnie, bunt wśród ludzi narastał.
I w szóstym roku po narodzeniu Chrystusa Żydzi wysyłają pięćdziesięcioosobową delegację do Rzymu, aby odebrano mu władzę. Archelaos nie był królem, ale miał pełnię władzy. Był etnarchą — zarządcą Judei, Samarii i Idumei. Miał władzę sądowniczą, wojskową i administracyjną.
Więc mógł wykorzystywać swoją siłę do brutalnych rządów, uciskania ludu, karania przeciwników. I w tym wszystkim był bardzo okrutny i niesprawiedliwy. Stąd możliwe nawiązanie do tej sytuacji z ukaraniem przeciwników, chociaż wprost w historii Archelaosa nie jest to opisane.
Zatem, czytając Pismo Święte — zwłaszcza gdy mamy pierwsze wrażenie, że coś się nie zgadza — zachęcam, żeby zerknąć do komentarzy i zgłębić temat.
Oczywiście na płaszczyźnie duchowej można przyjmować ten fragment jako mówiący o śmierci duchowej. Komentarz katolicki, biblijny, pod redakcją księdza Waldemara Chrostowskiego, mówi o tym, że obraz ścięcia czy zabicia ludzi, którzy odmówili przyjęcia króla, jest obrazem losu człowieka w perspektywie życia wiecznego.
Ale tu znowu — nie od decyzji króla zależy śmierć, lecz od decyzji człowieka, który przyjmie panowanie Jezusa jako swojego Króla. Od tej decyzji zależy jego życie lub śmierć w perspektywie wieczności.
Więc kiedy Pan Jezus powróci w dzień paruzji, czyli powtórnego przyjścia, wtedy tych, którzy Go odrzucili, spotka sprawiedliwa kara — czy też raczej zostanie potwierdzony ich wybór w postaci śmierci wiecznej. A ci, którzy podążali za Jezusem, którzy pomnażali talenty otrzymane od Pana — czy „miny”, jak w wersji Łukasza — wejdą do chwały nieba.
Niech to dzisiejsze Słowo Boże nie budzi w tobie niepokoju, ale raczej chęć i pragnienie, aby rozwinąć talenty, miny, zdolności — to wszystko, co Pan Bóg tobie powierzył. Ale nie z lęku przed Nim, przed sądem, lecz z miłości — ponieważ pomnażasz to nie tylko dla Pana Boga, ale też dla swoich bliskich, którzy z twoich talentów korzystają, i przede wszystkim dla siebie, gdyż rozwijasz się wtedy coraz bardziej i dążysz ku pełni człowieczeństwa.