Słyszymy dziś przypowieść Jezusa o natrętnej wdowie. Kobieta, która tak długo nachodziła sędziego, aż w końcu zajął się jej sprawą, chociaż nie miał na to najmniejszej ochoty. Sprawdziłem archiwum moich rozważań z 2014 roku i okazało się, że jedenaście lat temu pisałem o kumoterstwie i nepotyzmie — że w wielu jeszcze instytucjach czy sytuacjach bez znajomości nic się nie ruszy, nie da rady nic zrobić. Czasami człowiek zderza się z takim „betonem”: ustawianie przetargów, urzędy, chociażby nawet taka rezerwacja kolejki do lekarza. Jedenaście lat później może trochę się w tej naszej Polsce poprawiło. Na pewno jest sto razy lepiej niż za PRL-u, gdzie bez znajomości nic się nie dało zrobić. Idzie to ku lepszemu.
Teraz zobaczmy, przekładając to na modlitwę. Jak u Pana Boga można coś „załatwić”? To ludzkie myślenie też może nam gdzieś przychodzić — że właśnie coś załatwić, a Pan Bóg jakoś się do nas uśmiechnie. Nie. W relacji z Panem Bogiem załatwianie, kolesiostwo, kombinatorstwo nie wchodzi w grę. Najważniejsza u Pana Boga to szczerość, otwartość serca. Przychodzę taki, jaki jestem.
I druga rzecz, która uderzyła mnie w tym tekście: „ci, którzy dniem i nocą wołają do Niego — czy będzie zwlekał w ich sprawie?”. Zobaczcie: dniem i nocą wołają. A jak wygląda często nasza modlitwa? Krótka, zdawkowa, pobieżna, gdzieś przy okazji. Może pacierz rano i wieczorem, ale często zapomniany, pominięty. A tu: dniem i nocą wołają. Czyli modlitwa stała, nieustanna.
Czyli mamy dwa wnioski z dzisiejszej Ewangelii. Pierwszy: nie jakieś kolesiostwo, kombinatorstwo, znajomości, ale szczerość — „prosto z mostu, taki, jaki jestem, Panie Boże”. Otwartość na modlitwie. I druga: wytrwałość na modlitwie. Dniem i nocą ci, którzy wołają do Pana. Czyli modlić się i ufać — nie tylko tak „po łebkach”, od czasu do czasu. A Pan Bóg wtedy z pewnością nas wysłucha i stanie w naszej obronie.