„Bądźcie podobni do ludzi oczekujących powrotu swego pana z uczty weselnej, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie” – mówi do nas Jezus.
W dzisiejszej Ewangelii chciałbym poruszyć szczególnie dwa wątki: pierwszy – godzina powrotu, drugi – sposób powrotu.
Dalej czytamy: „Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie”. Chwilę objaśnię, jak liczono czas w starożytnym Izraelu.
W ciągu dnia czas liczono godzinami od świtu, czyli mniej więcej od szóstej rano. Biblijna trzecia godzina to nasza dziewiąta, szósta godzina to południe, a dziewiąta godzina to nasza piętnasta (stąd w opisie męki mamy, że Jezus umarł o godzinie dziewiątej, a koronkę odmawiamy o piętnastej).
Natomiast czas w nocy liczono strażami nocnymi. Początkowo w Izraelu istniały trzy straże nocne, później przejęto rzymski podział na cztery. Pierwsza straż trwała od zachodu słońca do godziny 21:00, druga od 21:00 do północy, trzecia od północy do 3:00, a czwarta od 3:00 do świtu.
Zatem Jezus podaje, że pan domu mógł wrócić między 21:00 a 3:00 nad ranem.
Rzadko mamy okazję czuwać w nocy – większość z nas smacznie wtedy śpi. Podzielę się swoim doświadczeniem czuwania.
Ponad dwadzieścia lat temu odbywałem służbę zasadniczą. Jako żołnierz często pełniłem służby wartownicze. Drużyna wartownicza dzieliła się na trzy zmiany: odpoczywającą (można było się zdrzemnąć), czuwającą (czekającą przy stolikach) i wartowników (którzy z bronią pilnowali obiektu). I tak przez 24 godziny, co dwie godziny zmiana.
Osobiście dla mnie najtrudniejsza była warta tuż przed świtem, między trzecią a piątą rano. Był to moment znużenia, przesilenia, budzącego się dnia – a trzeba było być czujnym. W końcu każdy z nas miał karabin z pełnym magazynkiem ostrej amunicji.
To przykład osobisty, a teraz bardziej uniwersalny. Badania naukowe i statystyki policyjne pokazują, że najwięcej poważnych wypadków drogowych ma miejsce właśnie nad ranem, tuż przed świtem – między 3:00 a 6:00. Wtedy następuje naturalny spadek czujności, tzw. „dołek biologiczny”.
Człowiek znajduje się w najgłębszej fazie senności: spada temperatura ciała, zwalnia rytm serca i oddech, obniża się poziom melatoniny, mózg reaguje wolniej, a oczy gorzej rejestrują ruch. Kierowca może mieć oczy otwarte, ale mózg „zasypia na sekundę” – i to wystarczy, by spowodować wypadek.
Dzielę się tym doświadczeniem, ponieważ w twoim życiu także może przyjść moment przesilenia, znużenia – moment najtrudniejszy, w którym właśnie wtedy potrzeba czujności. Bo w takich chwilach najłatwiej o błąd.
Drugi wątek.
Pan domu wraca z wesela. W Izraelu wesela trwały do późnych godzin nocnych, a często przeciągały się nawet na kilka dni. Słudzy nie byli więc w stanie określić, kiedy pan wróci – wszystko zależało od tego, jak dobrze bawią się goście.
Ważny jest też sam fakt powrotu właśnie z wesela. Gdyby wracał z długiej podróży albo z pogrzebu, zapewne chciałby wejść do domu, odpocząć, pobyć sam. Ale pan wraca z wesela – jest rozradowany, pełen życia, chce towarzystwa. Może widzieliśmy kogoś wracającego z imprezy: wchodzi i chce dalej rozmawiać, śmiać się, być z ludźmi. Taki jest obraz pana z przypowieści – nie zmęczonego, ale radosnego, który zaprasza do wspólnoty.
Kończąc – mamy czuwać, nawet – a może szczególnie – w godzinie „dołka biologicznego”, wtedy, gdy nam najtrudniej w życiu.
Dodatkowo pamiętajmy, na kogo czekamy – na Pana wracającego z wesela. Na Jezusa, który przynosi radość. Radość pocieszenia w chwilach trudnych i radość zbawienia, gdy przyjdzie w czasie ostatecznym.