Znów mnie straszyli efektem jo-jo!
Dla tych, co nie znają kontekstu: od ubiegłorocznych wakacji udało mi się zrzucić ponad 30 kilogramów — dzięki zmianie nawyków, liczeniu kalorii, większej trosce o ruch i rozwinięciu asertywności. Niestety, zadbanie o siebie ma też nieoczekiwany skutek: ludzie zaczęli komentować mój wygląd. Gdy byłem „przy kości”, nikomu to nie przeszkadzało — ot, kolejny otyły ksiądz, nic nadzwyczajnego, „im się powodzi”.
Dzisiaj usłyszałem: „Ksiądz zobaczy, efekt jo-jo przyjdzie i będzie ksiądz największy na parafii.”
Puściłem to mimo uszu... ale słowa te szybko do mnie wróciły.
Rozważając dzisiejszą Ewangelię, pomyślałem: efekt jo-jo! To jest to!
Jezus mówi o złym duchu, który opuszcza człowieka, a po czasie wraca z siedmioma innymi, gorszymi od siebie.
„Przychodzi i zastaje dom wymieciony i przyozdobiony (...) i staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy niż poprzedni.”
Okazuje się, że w życiu duchowym efekt jo-jo działa dokładnie tak samo jak z wagą. Ilu po restrykcyjnej diecie się poddało i przekroczyło wagę wyjściową? Ilu po gwałtownym, emocjonalnym nawróceniu upadło jeszcze niżej, niż było wcześniej? Pewnie znasz aż nadto takich przykładów. Wielkie uniesienia, pielgrzymki, rekolekcje — a po kilku latach nic nie przetrwało próby czasu.
Uważaj proszę: nawrócenie jest ważne, nawet najważniejsze.
Ale prawdziwe nawrócenie dokonuje się w sercu, nie tylko w zewnętrznych czynach.
Powierzchowne nawrócenie zawsze grozi duchowym efektem jo-jo.