Dzisiejsza Ewangelia mówi o Zwiastowaniu. Im dłużej uczę w szkole, tym bardziej się dziwię — słowo zwiastowanie coraz mniej mówi uczniom. A gdy dochodzimy do drugiej tajemnicy radosnej – nawiedzenie, to dopiero dla nich „totalna zagadka”. Równie dobrze mógłbym ich uczyć nazw łacińskich — tak bardzo archaiczny stał się dla młodych język religijny. Nie wspominając już o samym określeniu tajemnice różańca – jak to w ogóle możliwe, że coś, co nazywa się tajemnicą, można mówić głośno?
Spokojnie więc tłumaczę, czym jest wieloznaczność słów: że istnieje język potoczny, słownikowy, literacki, współczesny – i właśnie religijny. Takie małe lingwistyczne zagwozdki. Ale wróćmy do meritum.
Archanioł Gabriel zwiastował Pannie Maryi. Niemal w każdej klasie pojawia się wtedy to samo pytanie: A co by było, gdyby się nie zgodziła? I to pytanie, trzeba przyznać, jest już dużo lepsze – teologiczne nawet. Naturą nastolatka jest bunt, kontestacja, wyrażanie sprzeciwu.
Bóg oczywiście dał Maryi pełną wolność i możliwość wyboru – to oczywiste. Teoretycznie mogła odmówić, jednak była niepokalanie poczęta, pełna Ducha Świętego, rozmodlona i głęboko wierząca. To wszystko predysponowało Ją do przyjęcia Bożej woli. Trzeba też pamiętać, że była wybrana – Bóg wiedział, komu powierza tak wielką misję. Patrząc po ludzku, mógł spodziewać się Jej zgody.
My również często spodziewamy się określonych reakcji: że pani w sklepie nas obsłuży, kierowca dowiezie na miejsce, a strażak uratuje. To naturalne oczekiwania.
Bóg też w ciebie inwestuje. Dał ci życie, rodzinę, talenty, zdolności, charakter, wiarę – wszystko, co czyni cię jedynym i niepowtarzalnym. Jak myślisz, czy On także może się czegoś po tobie spodziewać? Czy ma prawo czegoś od ciebie oczekiwać?