„Kto jest moim bliźnim?” – tak pyta Jezusa uczony w Prawie. Pytanie zadaje w nawiązaniu do przykazania: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego.”
Odpowiedź Jezusa jest genialna. Nie daje katechizmowej wykładni ani definicji, kim jest bliźni i pod jakimi warunkami. Opowiada przypowieść o Dobrym Samarytaninie. Pominę jej treść, bo jest dobrze znana – a jeśli ktoś nie pamięta, można ją przeczytać w tekście biblijnym poniżej.
To opowiadanie całkowicie odwraca logikę zadanego pytania. W tym właśnie tkwi jego genialność i nowość nauczania Jezusa. To Samarytanin okazał się bliźnim wobec pokrzywdzonego. W tej historii wcielamy się kolejno w trzy postaci – i tylko ostatnia okazuje się prawdziwym bliźnim.
Zatem pytanie „Kto jest moim bliźnim?” jest całkowicie nietrafne. Powinno brzmieć: „Dla kogo jestem bliźnim?” albo precyzyjniej: „Dla kogo okazuję się być bliźnim?”
To całkowite przeformatowanie spojrzenia. Spróbuj tak popatrzeć na ludzi wokół – na tych, których spotykasz. Zanim z kimś nawiążemy kontakt, a jeśli już go mamy – bo to współpracownik czy ktoś z rodziny – często najpierw oceniamy, kim on jest i na ile można się z nim zbratać. Jednych trzymamy na chłodny dystans, innym rzucamy się w ramiona. To naturalne – nie z każdym da się zbudować szczere i głębokie relacje. Ale chodzi mi bardziej o samą logikę postrzegania drugiego człowieka.
Podejście „Dla kogo jestem bliźnim?” pokazuje, na ile potrafię wyjść ku drugiemu, zaakceptować go, odsłonić coś z siebie. Natomiast nastawienie „Kto jest moim bliźnim?” już na początku stawia barierę – ocenę, kim ten człowiek jest dla mnie, abym w ogóle chciał się z nim zadawać.
Relacje z ludźmi to wyjątkowo trudna sprawa. Trzeba się nieraz dobrze nagłowić, by nie zaufać fałszywym osobom. Być może masz już doświadczenie zdrady, wbitego w plecy noża, a z pewnością obmowy – bo to niestety aż nazbyt powszechne.
Chodzi mi jednak o samą logikę spojrzenia na drugiego. Jeśli zacznę od siebie, burzę ten pierwszy mur ocen i uprzedzeń. Oczywiście nie sprawi to automatycznie, że drugi człowiek się otworzy, ale pozwoli lepiej wyczuć, na ile chce i potrzebuje mojej obecności, tej relacji.
Dla kogo z tych, których dziś spotkam, okażę się bliźnim?