Dzisiejsze pytanie Jezusa: „Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” jest bardzo często parafrazowane przez katolików. Wiele osób rozwija czarne wizje przyszłych pokoleń żyjących bez Boga. Mnóstwo księży zamartwia się i wylicza, ile parafii trzeba będzie zamknąć z powodu braku nowych powołań.
Powiem szczerze, może patrzę zbyt idealistycznie, ale w tym wszystkim ufam Bogu. Myślę, że Boża Opatrzność czuwa nad wszystkim. Pan Bóg ma konkretne plany dla Polski, dla świata.
Rzeczywistość Kościoła w Polsce w ostatnich latach bardzo dynamicznie się zmienia. To właśnie chciałbym podkreślić: zmienia się – co niektórzy interpretują od razu na gorsze. Zmienia się, gdyż taki jest świat, taki jest człowiek, w końcu taka powinna być wiara. Wszystko nieustannie ewoluuje, idzie naprzód, dzięki temu mamy rozwój.
Powoli Kościół odrzuci to, co zbędne, co narosło w wyniku dziwnych okoliczności. Spowiedzi na podpisy lub na kartki. Jednoosobowe rządzenie parafią. Brak wspólnot i osobistych relacji między wierzącymi. Można by wiele przykładów wymieniać. One jednak wielu nie niepokoją. Są przyjmowane jako rzecz oczywista i dobra. Czy jednak są dobre?
Mam nadzieję, że Chrystus znajdzie wiarę, gdy przyjdzie. Mam nadzieję, że znajdzie wiarę dojrzalszą, bardziej osobistą i pogłębioną. Same elementy, którym czasami bliżej do folkloru i faktu zapisania w księdze parafialnej, to niekoniecznie to, czego Chrystus się spodziewa tu zastać.