Bardzo lubię dzisiejszy fragment Ewangelii. Jezus wyraża w nim swoje gorące pragnienie: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął”.
Jakże mocno te słowa kontrastują z pobożnymi figurami świętych. Przyzwyczailiśmy się w polskim Kościele do pobożności dewocyjnej. Figurki, kwiatki, czyste obrusy to rzeczy pomagające rozwijać wiarę. Nieraz jednak same w sobie stają się punktem centralnym i niejako mają wyrażać poziom wiary.
Nieraz słyszałem o kościółku, paciorku, mówieniu brzydkich wyrazów, niestosownym stroju, nowym księżulku, że coś tam o kimś źle się powiedziało. Same zdrobnienia, lecz nie o język chodzi. Często wyrażają one podejście do spraw religijnych. To takie mało ważne drobiazgi. Umniejszanie wielu spraw i pomijanie tych najistotniejszych to współczesna plaga wśród katolików w Polsce. Dla wielu pozostały już jedynie obowiązujący nakaz niedzielnej Mszy Świętej i zakaz jedzenia mięsa w piątek. Gdzie reszta przykazań?
Prawdziwy Jezus to Ten, który ogień rzuca na ziemię. Ogień Ducha Świętego, który ma moc przemieniać ludzkie serca. Gdy denerwuje cię już ta powierzchowność niektórych form – pamiętaj, że wiara to coś o wiele bardziej wymagającego! To konkretna miłość Boga, siebie i bliźniego. Konkretne czyny i wymagania.