Dzisiaj mamy tekst biblijny, w którym Jezus trzykrotnie upomina faryzeuszów. Ale w pewnym momencie odzywa się uczony w Prawie i mówi: „Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz”.
Zobaczmy. Jeden z Ojców Kościoła, św. Cyryl Aleksandryjski, mówi:
„Nieświadomie nazywali zniewagą upomnienie, które służyło ich dobru i pożytkowi”.[1]
Czyli Jezus wskazał niewłaściwe zachowania faryzeuszów, a tu nawet nie faryzeusz, ale uczony w Prawie odebrał to jako atak: „Nas znieważasz, obrażasz, ubliżasz nam” – różne są tutaj tłumaczenia. Odebrał to personalnie.
I dalej św. Cyryl Aleksandryjski pisze:
„Upomnienie jest zawsze czymś trudnym do zniesienia, lecz dla człowieka rozsądnego nie pozostaje bez pożytku”.[2]
Czyli zobaczmy, on wskazuje na to, że gdyby ten uczony w Prawie czy ci faryzeusze przyjęli to upomnienie, to pomogłoby im ono podjąć refleksję nad swoim zachowaniem i je zmienić. Natomiast tutaj zostało odebrane jako atak osobisty.
Jest taka teoria. Tutaj przeczytam dokładnie nazwisko tego psychologa: Friedemann Schulz von Thun. Mam jego książkę „Sztuka słuchania”, tylko nie mogłem jej znaleźć, dlatego tutaj korzystam z informacji znalezionych w komputerze.
On mówił o czterech płaszczyznach komunikacji i dzisiaj w tej Ewangelii możemy dostrzec szczególnie dwie z nich.[3]
Pierwsza to płaszczyzna rzeczowa. On to nazywał nawet „uchem rzeczowym”, czyli ktoś rzeczowo mówi: to i to, i to, i to. Jezus tak powiedział: tu źle postępujecie, tu źle postępujecie, tu źle postępujecie – trzy konkretne zarzuty.
A uczony w Prawie odebrał to uchem tak zwanym relacyjnym, czyli na płaszczyźnie relacji, jako atak na siebie.
No dlaczego On tak mówi? Czemu On publicznie nas upomina? Czemu On publicznie wytyka nam błędy? Teraz przy innych stracimy autorytet! Za kogo On siebie uważa?
I odebrał to całkowicie do siebie. Nieistotne stało się to, co Jezus mówił. Odebrał to jako atak na siebie.
Tu może podam takie przykłady, żebyśmy zobaczyli, jak to w życiu funkcjonuje.
No załóżmy, siedzą sobie żona z mężem przy obiedzie i w pewnym momencie ona mówi: „No ten kran cieknie i cieknie, już drugi miesiąc”.
I mąż przeżywa: „No tak, jestem do niczego, nawet kranu nie potrafię naprawić. Miałem się za to zabrać, ale jakoś czasu mi brakuje”.
Czy odwrotna sytuacja. Żeby stereotypem nie polecieć, żona przygotowała obiad, mąż je. No tak widać po jego minie, że coś mu nie smakuje. Nie chce jej przykrości zrobić, nic złego nie powiedział, ale sama mina mówi za siebie. I już żona przeżywa, smutna: „No nie potrafię gotować, do niczego się nie nadaję”.
Zobaczmy, to są takie sytuacje, że ktoś mówi na płaszczyźnie rzeczowej: tak i tak. No kran jest popsuty, no to tyle. Trzeba go naprawić i tyle. Ale człowiek odbiera to relacyjnie: „O, jestem do niczego, nie naprawiłem kranu”.
Albo ktoś powie: „No nie wyszła ci dzisiaj ta zupa”. No nie wyszła, zamyśliłam się, przesoliłam.
Chociaż tu mówię, nie lecimy ze stereotypami, bo znam mężczyzn, którzy doskonale gotują.
Czyli załóżmy, facet przypalił jajecznicę, coś tam się stało. Fakt, zdarza się. Nie zawsze wszystko idealnie wyjdzie. Nie zawsze ciasto wyjdzie, czasami zakalec wyjdzie. Ale to nie znaczy, że trzeba od razu odbierać to tak, że teraz się nie nadaję na kucharza, na piekarza, do czegokolwiek.
Zobaczmy, taki dzisiejszy tekst Ewangelii pokazuje nam także, jak funkcjonujemy my dzisiaj, współcześnie.
Często ktoś nam zwraca uwagę, a my odbieramy to właśnie personalnie, jako atak. Bo nas zaatakował!
Niech ten dzisiejszy tekst Ewangelii uświadomi nam, że takie mechanizmy też w nas funkcjonują. Ten psycholog akurat to wprost opisywał.
Czyli nie każda uwaga, którą ktoś nam zwraca, musi od razu uderzać w naszą samoocenę, często gdzieś niską. Często właśnie trafia w czuły punkt i przez to już się gdzieś zamykamy, zasklepiamy.
Posłuchajmy rzeczowo, o co tam naprawdę chodzi. No dobra, jest coś do zrobienia, to zrobię.
O, idealny przykład na koniec!
Już nie mogę się doczekać! Kiedy będziecie oglądać ten film, będzie 14 października. O godzinie 22:00 dokładnie kończę 14-dniowe testy mojej aplikacji i jak najszybciej, gdy tylko Google ją zatwierdzi, trafi ona do sklepu Play.
I powiem wam, że to moje początkowe wyobrażenie o aplikacji, a to, co wyszło na końcu, to jest po prostu kosmos!
A dzięki czemu? Dzięki moim testerom, którym już teraz serdecznie dziękuję.
Dwadzieścia kilka osób testowało moją aplikację i to, co trafi do sklepu Play, w ogóle nie równa się z moimi początkowymi założeniami.
A dlaczego? Bo mi pokazywali: „To trzeba zmienić, to trzeba zmienić, przycisk nie działa, dwa teksty na siebie nachodzą”.
Nie mogłem się obrażać: „A, nie nadaję się do programowania”. Nie mogłem odbierać tego na płaszczyźnie osobistej, personalnej, ale podszedłem rzeczowo: „Dobra, robimy kolejną zmianę, kolejną zmianę”.
Jak nagrywam ten film, to jest wersja 1.33, a liczba aktualizacji właśnie dobiła do dwudziestu. Dwadzieścia razy musiałem wysyłać poprawki aplikacji do Google Play!
Mam nadzieję, że już niedługo będziecie mogli ją zainstalować.
To taka reklama na koniec.
Pozdrawiam serdecznie.
Przypisy
[1] Św. Cyryl Aleksandryjski, Komentarz do Ewangelii według św. Łukasza, Homilia 85, tłumaczenie robocze z języka angielskiego. Tekst źródłowy.
[2] Św. Cyryl Aleksandryjski, Komentarz do Ewangelii według św. Łukasza, Homilia 85, tłumaczenie robocze z języka angielskiego. Tekst źródłowy.
[3] Friedemann Schulz von Thun, model czterech stron komunikatu. Schulz von Thun Institut.