Oczywiście chodzi mi o strój w sensie duchowym. Nie chodzi tu o to, żeby się ślicznie ubrać na randkę, oszałamiająco wyglądać na spotkaniu z ukochanym czy założyć strój weselny. Chociaż to też jest bardzo ważne. Ale chodzi mi o ten strój miłości, którą mamy w swoim sercu.
Dzisiaj mamy bardzo mocny tekst biblijny o ludziach zaproszonych na ucztę. Oni nie przychodzą z różnych powodów, a niektórzy nawet znieważyli i pozabijali sługi tego pana, który ich zaprosił. Wtedy król kazał wytracić zabójców, a ich miasto spalić. Mocny tekst, naprawdę.
Ale później ten król okazuje wielką otwartość. Mówi do sług: „Zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie”. Przychodzą ludzie, i dobrzy, i źli, a sala zapełnia się biesiadnikami.
Wtedy król wchodzi, przygląda się tym biesiadnikom i mówi do jednego z nich: „Przyjacielu, jakże tu wszedłeś, nie mając stroju weselnego?”.
Dzisiaj zatrzymamy się właśnie na tym fragmencie.
Wcześniej, kiedy analizowałem czy rozważałem ten tekst, byłem zgorszony postawą tych, którzy otrzymali zaproszenie, ale nie przyszli. Oczywiście patrzyłem na to w kontekście ludzi zaproszonych na niedzielną Mszę Świętą, którzy z różnych powodów nie przychodzą.
Ale dzisiaj przyglądamy się człowiekowi, który przyszedł. Zobaczmy, to jest ważne!
Do takiego spojrzenia zainspirowała mnie myśl jednego z Ojców Kościoła, świętego Grzegorza Wielkiego. On mówi tak:
„Cóż innego powinniśmy rozumieć przez strój weselny, jeśli nie miłość? [...] Na ucztę weselną wchodzi więc bez stroju weselnego ten, kto ma w Kościele wiarę, ale nie ma miłości”.[1]
Powiem wam, że jak w seminarium nie przepadałem za Ojcami Kościoła, bo tam tych dat trzeba było się uczyć, kto kiedy żył, jakie herezje zwalczał, tak ostatnio ich polubiłem, a nawet pokochałem.
Ta myśl Grzegorza Wielkiego jest genialna!
Ten człowiek przyszedł na ucztę. Jest na uczcie! Tylko nie ma stroju.
Grzegorz Wielki porównuje go do człowieka, który jest w Kościele, uczestniczy w praktykach pobożnych, modli się, ma nawet wiarę, ale nie ma miłości.
No właśnie, zobaczmy.
Można być w Kościele, a nie mieć tej czynnej, konkretnej miłości wobec bliźniego.
Przecież Jezus mówi: „Kochaj bliźniego jak siebie samego”. Kochaj Pana Boga, ale kochaj też bliźniego, bo bez miłości nie możemy mówić o pełni wiary.
Ta dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas takim przypomnieniem.
Jeśli uważasz, że jesteś w Kościele, to przyjrzyj się, czy masz ten strój miłości.
Bo zobacz, łatwo się gorszyć tymi, którzy nie przyszli na ucztę, tymi, których nie ma w Kościele. Może prędko nie przyjdą, bo nie zawsze znajdują autentycznych świadków, nie zawsze rozumieją, czym jest Kościół, czym jest tajemnica Eucharystii, czym jest Msza Święta.
Łatwo się nimi gorszyć.
Ale my jesteśmy w środku. My jesteśmy w Kościele!
Pojawia się więc drugie pytanie: czy jesteś tylko obecny? Czy jesteś religijnie pobożny? Czy masz wiarę?
Ale czy masz strój weselny? Czy masz miłość?
Czy na co dzień kierujesz się w swoim życiu miłością?
[1] Św. Grzegorz Wielki, Homilie na Ewangelie, homilia 38. Źródło cytatu.