Jesteś mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, ale po ludzku. Tak dzisiaj Pan Jezus upomina Piotra. Wcześniej oczywiście jeszcze w mocniejszych słowach, bo mówi: „Zejdź mi z oczu, szatanie”, ale chciałbym skupić się dzisiaj na tym sformułowaniu: „jesteś mi zawadą”.
Co to znaczy? To trochę archaiczne słowo. Greka mówi tu o pewnej przeszkodzie, pułapce, o jakimś mechanizmie, o który się człowiek potyka. Inne tłumaczenia polskie mówią: „jesteś mi przeszkodą”. Może to łatwiej byłoby zrozumieć: jesteś mi zawadą, jesteś mi przeszkodą. Albo jeszcze bardziej opisowo: stajesz mi na drodze. Lub jeszcze bardziej: próbujesz sprowadzić mnie z drogi, którą mam iść.
Możemy to sobie tak wyobrazić: stajesz mi na drodze, zasłaniasz mi tę drogę, nie pozwalasz mi przejść. W ten sposób jesteś mi zawadą.
Zobaczmy, Jezus to argumentuje. Dlaczego Piotr stał się tą zawadą? Ponieważ nie myśli po Bożemu, tylko po ludzku. Orygenes mówi tutaj o tym, że Piotr miał przecież dobre intencje, ale niestety myślał tylko w sposób ludzki. To była próba odciągnięcia Chrystusa od drogi wyznaczonej przez Ojca.
Ważne jest właśnie to rozróżnienie sposobu myślenia i patrzenia: myślenie czysto ludzkie i myślenie Boże, czyli rozeznawanie woli Bożej. To, co z ludzkiej perspektywy wydaje się rozsądne, czyli unikanie cierpienia, ocalenie życia, może być przeszkodą, jeśli stoi w sprzeczności z wolą Boga.
Teraz przejdźmy do konkretów, bo myślę, że ważne jest również przekładanie rozważania słowa Bożego na nasze życie.
Pomyślmy. Podam kilka przykładów. Czy my czasami nie stajemy się taką przeszkodą dla innych, taką zawadą?
Jedna rzecz: młodzi, zakochani planują ślub. Chłopak się oświadczył dziewczynie, cali w skowronkach, szczęśliwi. Co często robią wtedy bliscy, przyjaciele, koledzy, koleżanki, czasami rodzina?
„A co ty, głupia jesteś? Będziesz brała ślub? Wiesz, ile wesele dzisiaj kosztuje? Jeszcze sobie tam zamieszkajcie na próbę, może zobaczycie, czy to on”.
Nie chodzi mi tutaj o rozsądne spojrzenie, żeby ktoś niedojrzale nie wstępował w związek małżeński, ale o takie momenty, gdy ktoś naprawdę już to rozeznał: tak, chcemy wziąć ślub, jesteśmy zakochani, chcemy być razem do końca życia. Ludzie wychodzą czasami właśnie z takimi dobrymi radami, bo myślą po ludzku.
„Ale wiesz, ślub w kościele i tak do końca życia. Idźcie tylko do urzędu. A wesele będziecie robić? Ile to pieniędzy kosztuje”.
Albo inny przykład. Chociażby wiele razy ten przykład podawałem: chłopiec chce zostać ministrantem. Przychodzi do mamy, a mama mówi: „Co ty gadasz? No przecież ile ty masz nauki w szkole. Jak przyniesiesz piątki ze szkoły, wtedy będziesz mógł być ministrantem. Jeszcze dodatkowo na zajęcia sportowe chodzisz. Gdzie ty chcesz ministrantem być?”.
Zobaczmy: chłopiec ma dobre intencje, a rodzona matka staje się właśnie przeszkodą. Myślę, że wiele kobiet nawet by nie pomyślało, że może odnaleźć się w tej sytuacji Piotra.
Takich przykładów można znaleźć mnóstwo. Dziewczynki chcą śpiewać w scholi, a mama: „Co? Masz inne zajęcia”. Ktoś chce iść na pielgrzymkę, a słyszy: „Wiesz, ile nogi cię będą bolały? Ty ledwo chodzisz”.
Oczywiście nie mówię tu o zdroworozsądkowych argumentach, ale o takich sytuacjach, w których ktoś już naprawdę coś rozeznał, rozpoznał, że taka jest wola Pana Boga, że chciałby to podjąć. Przede wszystkim ma takie wewnętrzne rozeznanie.
Dotyczy to również na przykład powołania, rozeznania drogi życiowej. Często ktoś wchodzi, zupełnie nie znając kontekstu życia tej osoby, i właśnie patrząc tylko po ludzku, mówi: „Nie, nie zrobisz tego”. Tak Piotr próbował zatrzymać Chrystusa.
Niech ta dzisiejsza Ewangelia, właśnie tak bardzo realistycznie, w kontekście naszego życia, będzie dla nas okazją do refleksji, czy czasami my, patrząc tylko z własnej perspektywy, patrząc tylko po ludzku, nie zatrzymujemy kogoś przed wykonaniem woli Bożej, którą rozeznał, przed drogą, którą chciał iść. Czy nie stajemy się tą zawadą, przeszkodą, czy właśnie nie stajemy na czyjejś drodze.